NA POLU, DWORCU, RYNKU LUB W PAŁACU. SPOTYKAJĄ SIĘ, BY PRZEPROWADZIĆ AKCJĘ, ZORGANIZOWAĆ KONCERT, POGRAĆ W PLANSZÓWKI. NAŁADOWAĆ AKUMULATORY I ROZSIAĆ POZYTYWNĄ ENERGIĘ. DLACZEGO W EPOCE, W KTÓREJ STRASZY SIĘ ROZPADEM LUDZKICH WIĘZI, ONI GNAJĄ Z PRACY I WYRYWAJĄ SIĘ Z KANAPY, ŻEBY COŚ RAZEM ZDZIAŁAĆ? OTO WSPÓŁCZEŚNI POZYTYWIŚCI I ICH POSTULATY.

 

styl zycia3

Lubimy zamieszać

Stowarzyszenie Inicjatyw Możliwych RzeczJasna / Agnieszka Karłowicz, Karolina Iszoro, Kinga Wiśniewska

Trudno znaleźć drugi taki dworzec. Kasy, podróżni, a za przeszklonymi drzwiami półki pełne książek, czerwone kanapy – dzieciaków czy uniwersyteckich słuchaczy, a cała przestrzeń, zawojowana przez inicjatorów tego zamieszania, emanuje energetyczną atmosferą. Nic dziwnego, że logo STOWARZYSZENIA INICJATYW MOŻLIWYCH RzeczJasna to zapalona żarówka.

– Lubimy zamieszać – rzuca z uśmiechem Agnieszka Karłowicz, prezeska stowarzyszenia. – Chcemy w każdym obudzić obywatela, pokazać, że nie jest samotną wyspą na środku oceanu. Dzięki temu ludzie zaczną interesować się swoim otoczeniem, działać i wymagać od władz. Nasza nazwa oznacza, że to, co robimy, powinno być oczywiste. Nie jest, ale rzucamy światło.

Świecić zaczęli w sierpniu 2012 roku. Połączyła ich niechęć do narzekania i chęć ujarzmienia rzeczywistości. Z kilku osób urośli do około 20 – w zależności od akcji. – Jesteśmy z różnych bajek, każde patrzy w inną stronę – tłumaczy Karolina Iszoro, a Kinga Wiśniewska wtrąca: – Dlatego naszym przekleństwem i jednocześnie błogosławieństwem jest różnorodność. Ale z tej różnorodności rodzi się twórczy ferment i fontanna pomysłów.

Choć mówią, że sieją go żmudną, pozytywistyczną pracą u podstaw, to efektom nie brak fajerwerków. Kiedy w 2013 roku przeprowadzili roczny projekt Akademia Lokalnego Lidera i pojechali na wizytę studyjną do warszawskiego CAL Miejsca Akcji Paca 40 – przestrzeni oddanej aktywnym mieszkańcom dzielnicy – zaiskrzyło im w głowach: „A gdyby tak też w Ostródzie?!”. Po półrocznych przekonywaniach Tomasz Esden-Tempski, zajmujący się w RzeczJasna kontaktem z władzami, zdobył świeżo odrestaurowany dworzec. – Nie chcieliśmy działać akcyjnie, potrzebowaliśmy takiego miejsca jako przestrzeni dla siebie i zaplecza dla innych – tłumaczą dziewczyny. – Jestem zwierzęciem, które musi być w grupie – mówi Karolina. Opiekuje się teraz Telewizją Społeczną, ich nowym dzieckiem, internetowym kanałem o lokalnych zjawiskach, które nie przebijają się do głównego nurtu. Również o stowarzyszeniach – by je posieciować i unaocznić.

Działań RzeczJasna nie można nie zauważyć. Ubranka wydziergane na latarniach ostródzkiego deptaku, wernisaż lokalnych artystów z zupą na dziedzińcu zamku na zachętę, odlotowe strefy chilloutowe dla całych rodzin podczas festiwalu w Jarocinie, Green Festival w Olsztynie i (rzecz jasna) Ostróda Reggae Festival – to ich robota. Do tego regularne wyprzedaże garażowe, planszówki co piątek, szkolenia o nowych technologiach dla organizacji, sesje Wolnego Uniwersytetu z zagrzewającymi do dyskusji wykładami i świetlica dla dzieciaków – otwarta codziennie po 16.00. Są opiekunki i nastoletni wolontariusze pomagający odrabiać lekcje. – Przychodzą tu ludzie w każdym wieku. Pogadać, pobyć, podziałać. Face to face – podkreśla Agnieszka.

 

styl zycia2

Ferment siać

Lole Rozbójniczki / Monika Falej, Marta Malinowska, Małgorzata Olkowska, Anna Góralska, Agnieszka Kacprzyk, Maja Kwiatkowska, Monika Zakrzewska

– Mamo, ja wiem, dlaczego nazywacie się Lole Rozbójniczki. Bo jesteście mądre i piękne – zdefiniowała Lenka, córka Marty Malinowskiej. Prócz tego są społeczniczkami z „pomysłem, werwą i pazurem”, biznesmenkami, dziennikarkami czy prawniczkami, matkami, partnerkami i… feministkami. – Co nieraz przyjmowane jest z niedowierzaniem, bo nieagresywne, miłe, i jeszcze, kurde, ładne! – żartuje Aga Kacprzyk.

Lole rozbojów dokonują od roku, a już uwolniły tyle dobrej energii, że olsztynianie wyczekują ich kolejnych akcji. Zaczęło się od Manify, a właściwie jej braku. Dlatego 8 marca 2015 roku Aga zorganizowała fotograficzną sondę uliczną „Po co ten feminizm?”. Tam się poznały. Rok później już razem świętowały na olsztyńskim rynku. W czasie happeningu „Jestem Kobietą i…” prosiły przechodniów o dokończenie i wręczały im papierowe stokrotki z odpowiedziami. – Każdy mógł wyrwać coś dla siebie – tłumaczą. – Pokazałyśmy, ile jest aspektów kobiecości, że feminizm to możliwość wyboru. Ludzie fantastycznie reagowali.

– Moja mama też się wkręciła, stokrotka wisi na jej lodówce – wtrąca Monika Falej. – A kwiatki zaprojektowali nasi faceci – dopowiada Monika Zakrzewska. – Bo my naprawdę lubimy mężczyzn! – wołają chóralnie, jakby dla niedowiarków.

– Chcemy siać pozytywny ferment – obrazuje Aga. Stąd happening „Domino Smile – podaj uśmiech”, podczas którego przechodnie stali się dominem komplementów. – A w czasie „Dnia Dziecka dla dorosłych” niezależnie od wieku skakali przez skakankę, pani w garsonce zrzuciła buty, dziadkowie grali w piłkę – relacjonuje Marta.

Równie entuzjastycznie wspominają pierwsze warsztaty. – Zaczęło się od książki „Mimo lęku” Susan Jeffers i „Przez 10 minut” Chiary Gamberale – opowiada Ania Góralska. – Postanowiłyśmy codziennie zrobić coś nowego. To był najintensywniejszy lipiec życia! Kupiłam lody robotnikom, kłaniali się przez miesiąc – śmieje się. Z tego wyrosły warsztaty „Odważ się!” w ramach festiwalu Baba Fest. – Zgłosiło się 20 dziewczyn. Nie spodziewałyśmy się takiego zainteresowania, bo byłyśmy nowe – wspomina Gosia Olkowska. – Uczestniczki miały napisać o czym marzą, a później dlaczego tego nie robią. Reakcje były różne: od płaczu do śmiechu.

Doświadczenia Loli wpływają też na ich najbliższych. Gosia i Monika opowiadają o pokoleniu ich mam, w którym nie było przyjęte, by otwarcie rozmawiać o uczuciach. – Przez co czuły się samotne. A teraz są Lolami wśród rówieśniczek – oceniają z satysfakcją. Maja Kwiatkowska wspomina, że dzięki filmikowi, który razem nakręciły, przerobiła ważne tematy ze swoim partnerem. – Feminizm daje dużo mężczyznom, przede wszystkim wolność, mogą być delikatni.

A co jako grupa silnych indywidualności z różnych bajek dają sobie? – Śmiechoterapię! Wymianę energii, książek. Milion głasków na zły dzień! Super akceptację, wygadanie! Metę u Ani, z czekoladą! – wymieniają jedna przez drugą. – To takie siostrzeństwo. Bardzo lubimy to słowo.

styl zycia5

To ma ważyć

Kombajn Kulturalny / Milena Złotnicka, Cezary Kozdra, Katarzyna Krzyczewska, Paweł Wójtowicz, Aleksandra Nowak, Marcin Łobrów

Mazurska wieś na końcu świata, szczere pole, a tam, gdzie na co dzień pasą się krowy – scena. Rok temu mieszkańcy Radzi zdumieni czytali na plakatach „Jam na polu”. Ale teraz już wyczekują 20 sierpnia. Tak jak kilkaset osób z całej Polski przyjadą na jam session, jakiej próżno szukać gdziekolwiek indziej – tylko tu dojeżdża Kombajn Kulturalny, Stowarzyszenie Prospołecznych Inicjatyw z Wydmin.

– Znamy się od dwóch lat, żadne z nas nie jest stąd – zaczyna Milena Złotnicka, która razem z Pawłem Wójtowiczem znała wcześniej Mazury z wypadów na łódki. – Widzieliśmy tu szansę na coś innego. Jesteśmy z dużych miast, ale nie chcieliśmy żyć w korpo. Osiedliśmy w małych wioseczkach, bo w nich jest siła – tłumaczy Ola Nowak, a Paweł dorzuca z autoironią: – No nie mamy wszystkich klepek!

Milena z Pawłem założyli agroturystykę w Radziach (stąd pole), Ola i Marcin Łobrów – Pub ART KINO w Wydminach, „kameralną scenę muzyczną w sercu Mazur” (stąd muzyka). Na ich klimatycznej scenie występują muzycy lokalni i powszechnie znani, jak Organek, Czesław Mozil czy Kaliber 44. – Cykliczne sesje jamowe w ART KINO były inspiracją do zorganizowania „Jamu na polu”. Znaliśmy się z muzykami, wsparła nas gmina i GOK, więc było łatwiej. Nasze 200 metrów kwadratowych to za mało, wyszliśmy więc do ludzi. Choć najpierw robiliśmy to bardziej dla nas, to zobaczyliśmy, ile to daje innym – wspomina Ola. – Nie tylko publiczności – dodaje Paweł. – To impreza innowacyjna również dla muzyków, niekomercyjna. Tu ważyć ma scena.

Waży tyle, że przy pierwszej edycji spodziewali się kilku rodzin z dziećmi. A przez cały dzień festiwalu z leżaczków i namiotów rozstawionych na polu, zajęć z animatorami, mazurskich potraw i oczywiście koncertów skorzystało ponad 200 osób. – To przeszło nasze najśmielsze oczekiwania, dostaliśmy mnóstwo pozytywnych komentarzy i kopa do dalszych działań. W tym roku spodziewamy się 500 osób – zapowiada Ola, a Cezary Kozdra, który razem z Kasią Krzyczewską promuje regionalną kuchnię, zauważa: – Zrobiliśmy festiwal dla przyjaciół, ale doszedł wymiar edukacyjny. Bo pojawili się ludzie z różnych środowisk, więc taka muzyka ponad podziałami otworzyła niektórym oczy na nowe. Nie robimy tego dla kasy, chcemy kameralnego spotkania dla osób ceniących jakość.

Scena z profesjonalnym nagłośnieniem jest dużym zaskoczeniem dla muzyków. Integrują się tu, rywalizują, nawiązują współpracę. – To ich święto. Chcemy stworzyć im kolebkę, która zadziała jak zdrowa symbioza. Nas to kręci – mówi Marcin.

20 sierpnia na ich polu wystąpi także Tymon Tymański. Będą warsztaty bębniarskie dla dzieci i bicie mazurskiego rekordu we wspólnej grze, teledysk i konkurs dla instrumentalistów. A jak już ochłoną po festiwalu, to zaczną wprowadzać kolejne pomysły.

Obraz: Marcin Łobrów

 

styl zycia4

Motor działań

Stowarzyszenie Kobiet Miej Marzenia / Joanna Miszkiewicz, Agnieszka Kuształo, Beata Wojszkun, Anna Żelichowska, Anna Puszcz, Małgorzata Żamejć

Ktoś mógłby powiedzieć, że działamy, bo nam się nudzi. A my jesteśmy mistrzyniami godzenia obowiązków! – ocenia Joanna Miszkiewicz. Brakowało im kolorytu w mieście, więc dodały go same. I jeszcze wciągnęły innych. – Lub przynajmniej ściągnęłyśmy z przysłowiowej kanapy – mówi Małgorzata Żamejć.

Zanim w 2008 roku powstało w Lidzbarku Warmińskim Stowarzyszenie Kobiet „Miej Marzenia”, Anna Puszcz (Prezessa) zainicjowała i współorganizowała setne urodziny Astrid Lindgren. Gdy było już po wszystkim, zrobiło się pusto. Zaprosiła więc dziewczyny do siebie. – Pewnych rzeczy nie sposób robić w pojedynkę – tłumaczy. – Rozpisałyśmy wstępny plan, powiedziałyśmy, jakie mamy marzenia… i powstało Stowarzyszenie.

Dziś 26 zrzeszonych pań regularnie potrząsa Lidzbarkiem Warmińskim – kulturalnie. Dbają o marzenia w sobie i innych. Już po raz 30., tematycznie ubrane, przeszły 20 km Rajdu – Marsz! Przez Cztery Pory Roku. – Mamy też bale! – powstaje ogólne poruszenie, gdy opowiadają o 170 uczestniczkach edycji 2015 „zABBAwy” tylko dla kobiet. Przyjeżdżają matki z córkami, synowe z teściowymi, siostry, sąsiadki. Jest podziwianie i swoboda, nikt nie posądzi o kokietowanie męża – puszcza oko Małgosia.

Choć ich marzenia nieraz się nie pokrywają, to realizują je wspólnie. – Czasem kosztem wyrzeczeń, ale warto – mówi Agnieszka Kuształo, a Anna Żelichowska dopowiada: – Zamykamy sprawy rodzinne, służbowe i przechodzimy do innej przestrzeni.

Anna-Prezessa tłumaczy, że można narzekać, bo np. w mieście nie ma teatru, albo dopełnić tę płaszczyznę samemu. – Dzięki nam w ludziach zaczyna kiełkować chęć działania – dodaje Beata Wojszkun. Dlatego organizują konkurs plastyczny „Damą być” czy konkurs z grantami na spełnienie marzeń. Urządzają skwerek, który cieszy mieszkańców i turystów. A jak wystawiają sztukę albo dają koncert, to na najwyższym poziomie, z ogromem prób i dopracowanymi zaproszeniami. Grały już Tuwima, Gombrowicza czy Becketta, zawsze przy pełnej widowni. Przed koncertami ich chóru śpiewają z nimi całe domy, a później rodziny siedzą w pierwszych rzędach lub towarzyszą na scenie.

Warsztaty z prezentacji publicznej, kaligrafii czy frywolitek prowadzone są przez profesjonalistów. Coroczne Letnie Warsztaty Tańca „Wyginaj Śmiało Ciało” kończą się czterogodzinnym szaleństwem na parkiecie. A owoce ich fotograficznego projektu „Dwa oblicza” będą oglądane aż w niemieckim mieście partnerskim Lidzbarka. Powstały łącznie 24 zdjęcia, stylizowane na dawne, kolekcjonerskie fotografie i pocztówki wykonane w Lidzbarku, np. guwernantek z sierotami na krużgankach zamku. Prócz wystaw były wycieczki z przewodnikiem śladami zrobionych kadrów. – Zaangażowałyśmy mieszkańców, umieszczając ich w historii miasta – podsumowują.

Działania zaczynają od pomysłów, a mają ich aż w nadmiarze. – I na pewno mamy jeszcze jakieś niespełnione marzenia, o niektórych może nawet nie wiemy.

 

Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama

Obraz: Arek Stankiewicz