Do uroczej osady w Michałkach pod Pasymiem przyjeżdżają ludzie ze wszystkich stron Polski i z zagranicy. Ale nie tylko po to, żeby odpocząć w sielskim krajobrazie nad brzegiem Kalwy. Ewa Dybowska, dyplomowany terapeuta metody Ustawień Hellingera, pomaga im odnaleźć równowagę i przejść wewnętrzną metamorfozę.

MADE IN: Jakie zadajesz pytanie osobie, która przyjeżdża do ciebie po pomoc?

Ewa Dybowska: Nad czym chce pracować. Ale nie wypytuję o szczegóły, sytuację życiową, dzieciństwo. Słowa zabierają energię. Im mniej się powie, tym więcej się pokaże. Ludzie przychodzą do mnie z lękami, chorobami, relacjami w rodzinie, partnerstwie, czasem brakiem umiejętności zarabiania pieniędzy. Życie się toczy, a my stoimy w miejscu, bo często utykamy emocjonalnie w przeszłości niosąc ze sobą smutek, frustrację, złość. I czekamy ciągle na lepsze czasy.

Jak można poznać przyczynę tego skoro terapia ustawień nie przewiduje analiz, roztrząsania problemu? 

Rola terapeuty w przypadku ustawień Hellingera nie jest wiodąca jak przy innych metodach terapii. Tutaj terapeuta jest wycofany na drugi plan, a pole wszechwiedzące – jak nazwał je Bert Hellinger – pokazuje rozwiązanie. To nie jest terapia w fotelu, najchętniej pracuję w przestrzeni robiąc warsztaty. Przypomina to trochę psychodramę. Trudno to dokładnie nazwać i wyjaśnić, ale ta metoda w praktyce pokazuje jak bardzo jesteśmy wszyscy połączeni w czasie i przestrzeni. I jak bardzo wydarzenia z przeszłości, nawet kilka pokoleń wstecz, mogą mieć wpływ na to kim jesteśmy dzisiaj. Często niesiemy w sobie emocje mamy, babci lub innego przodka. Często też podczas pracy wracają wydarzenia wojenne, które odcisnęły piętno na naszych rodzicach i dziadkach. 

Na przykład?

Trafiła do mnie niedawno dziewczyna z Warszawy. Pragnęła mieć dziecko, ale wcześniej poroniła i miała dwie ciąże pozamaciczne. Podczas pracy wydobyłyśmy historię jej dziadków pochodzenia żydowskiego, którzy w czasie wojny ukrywali się w kanałach. Podczas ucieczki jej babcia, która była w zaawansowanej ciąży, utknęła w zbyt wąskim przejściu i została zastrzelona, dziadek i pozostałe dzieci przeżyli. Po wojnie unikano w rodzinie rozmów o tragedii, ale ta trauma wróciła w następnym pokoleniu: utknięcie dziecka w innym kanale – jajowodzie. Zadanie dla mojej klientki: uszanować śmieć babci i dziecka, jednocześnie nie robiąc z tego rodzinnej tajemnicy. Dziewczyna po kilku miesiącach od terapii zaszła w ciążę, urodziła. Płakałyśmy obie ze wzruszenia.  

Ustawienia Hellingera w wielu środowiskach mają opinię metody kontrowersyjnej.

Jest kontrowersyjna, ale z mojego doświadczenia wiem, że również bardzo skuteczna. Jej twórca, Bert Hellinger, spędził 25 lat w zakonie, w tym 16 lat na misji u Zulusów. Rozwinął metodę porządkowania splątanych i zerwanych więzów rodzinnych. W plemionach, które obserwował, nie wyklucza się nikogo, choćby był mordercą. Wierzą oni bowiem, że będzie to miało wpływ na całą społeczność, wróci w innej formie, czyimś nieszczęściu. Rodzina to źródło rozwiązań, a nie kłopotów. Kiedy wykluczamy kogoś z naszego kręgu czy otoczenia, burzy to pewien porządek. Wydarzenie, które miało miejsce w przeszłości wraca do nas, albo do kolejnych pokoleń już w innej formie. Dlatego tak ważna jest akceptacja tego co się wydarzyło, choćby to było największe „zło”. Potępienie to droga donikąd. 

Jak można zaakceptować zło?

W metodzie Hellingera chodzi o wyeliminowanie wszelkich osądów wobec innych i siebie samych. O uświadomienie, że żadna sytuacja nie jest dobra, ani zła. Rodzice, z którymi najczęściej mamy skomplikowane relacje nie są lepsi lub gorsi. Są zawsze właściwi, choćbyśmy uważali, że nie otrzymaliśmy od nich tego, co powinniśmy. Dali nam jednak życie – największy dar jaki mamy. Wzmacnianie takiej postawy i naprawa relacji nawet po ich śmierci – bo tu chodzi o naszą zmianę – sprawia, że sięgamy po siłę i moc. Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo. Otwieramy się na życie takie jakie jest, a nie tkwimy w oczekiwaniach czy potępieniu przeszłości.

Jak trafiłaś na tę metodę?

Życie bardzo długo na mnie czekało. Przez wiele lat nie umiałam się niczym cieszyć, poukładać go w żadnej sferze. Tkwiłam w rodzinnych traumach, związanych m.in. z brakiem ojca, obwiniałam go, że nie było go w moim dzieciństwie. Jeśli jeden z rodziców jest dla nas niedostępny, funkcjonujemy w życiu tak jakbyśmy poruszali się tylko na jednej nodze. Jesteśmy zmęczeni, bezsilni i bezradni. Kiedy oboje zawodzą – żyjemy jakby bez dwu kończyn. Rozwiązaniem jest praca nad relacjami, a w jej efekcie przyjęcie rodziców z miłością do serca. 18 lat temu weszłam na ścieżkę rozwoju osobistego przez psychoterapię, pracę z ciałem, emocjami oraz różnego rodzaju warsztaty i szkoły. Spotkanie z Ustawianiami Hellingera okazało się przełomowe w moim życiu.  

W gabinecie w Michałkach pracujesz też innymi metodami.

Podchodzę do każdego klienta indywidualnie. Pracuję też poprzez hipnozę, tzw. dwupunkt, metodę odpinania oraz prowadzę sesje oddechowe. W moim gospodarstwie nad brzegiem jeziora Kalwa można zatrzymać się na kilka dni, dysponuję przytulną bazą noclegową. Oprócz pobytów nastawionych na terapię ludzie przyjeżdżają tu po prostu odpocząć. 

A ja z perspektywy czasu widzę, że wszystkie „złe” sytuacje w moim życiu były po to, aby powstało z nich coś dobrego. Dzisiaj czuję się kobietą sukcesu. Mieszkam w miejscu o jakim zawsze marzyłam i mam pracę, która jest moją pasją. To moje doświadczenia życiowe doprowadziły mnie do miejsca w którym jestem i dzięki nim, z odwagą mogę stanąć do pracy z każdym tematem. 

Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Michał Bartoszewicz

Osada pod Wierzbami
Ewa Dybowska
Michałki 22
tel 884884762
facebook.com/metamorfozyduszy