50 lat temu historia motoryzacji zaczęła pisać nowy rozdział – powstała luksusowa terenówka Range Rover, pradziadek wszystkich SUV-ów, które tak zawładnęły dzisiaj naszymi emocjami.

Anglia, rok 1970. Konserwatyści przejmują władzę, Beatlesi nagrywają ostatni utwór do swojej ostatniej płyty Let It Be, na świat przychodzi Naomi Campbell, królowa Elżbieta II świętuje 44. urodziny, a w motoryzacji debiutuje Range Rover.

On musiał powstać w Anglii. Wśród arystokracji, która lubi towarzyskie polowania w tweedowych garniturach. Zamożni wyspiarze używali spartańskich Land Roverów, bo… nie mieli nic lepszego. Ale firma przyszykowała im w tajemnicy coś, co przejdzie potem do historii.

Otóż w 1966 roku inżynierowie Land Rovera zaczęli prace nad samochodem, który miał mieć wybitne zdolności terenowe, ale po bezdrożach wozić w iście królewskich warunkach. Projekt był owiany tajemnicą i kiedy już w 1969 roku gotowe prototypy zaliczały jazdy testowe, na ich klapach dla zmyłki widniały napisy „Velar”, czyli z łacińskiego okrywać. Powstało 26 sztuk okrytego tajemnicą auta.

Ta liczba 26 potem jeszcze raz pojawiła się w historii tego modelu. Któż by przypuszczał, że aż przez tyle lat Range Rover, bo taką dostał oficjalną nazwę, będzie produkowany w tej jednej odmianie nadwoziowej. Dzisiaj to poszukiwany i dość kosztowny klasyk. Szczyt brytyjskości. Możesz podjechać nim na galę pod londyńską Royal Albert Hall i zyskasz w oczach wszystkich.

Nie wiem czy ja mam jakieś wybitne szczęście do inicjałów RR, ale dosłownie kilka godzin po sesji z naszym bohaterem Range Roverem Velar, na olsztyńskim BeesCampie spotykam wyjątkowo zachowaną pierwszą serię w pięknej brytyjskiej zieleni. Proporcja i charakterystyczne linie tego auta nabrały takiej szlachetności, że przetrwają wszystkie motoryzacyjne mody aż po czasy, kiedy wozić będą nas już tylko jajowate z kształtu kapsuły. Ponadczasowa elegancja i jakość obronią się zawsze i przed wszystkim. Jak garnitur uszyty u Turbasa i buty od Kielmana.

Na 50. urodziny królewskiego auta wypuszczono limitowaną do 1970 sztuk wersję Fifty. Mmożna ją zamówić w historycznych kolorach sprzed pół wieku: Tuscan Blue, Bahama Gold i Davos White.

Nasz bohater to Velar właśnie. Marka sięgnęła po tę nazwę trzy lata temu, kiedy wypuściła przepięknego SUV-a. Proporcją i dostojeństwem wnętrza nawiązuje do każdego królewskiego Range Rovera. W ogóle to dlaczego tak nadużywam tego przymiotnika „królewski”? Otóż od dawna brytyjski dwór użytkuje właśnie Range Rovery. Markę niechcący rozreklamował w styczniu ub. roku sam książę Filip. Otóż 97-letni dżentelmen spowodował nim niegroźną stłuczkę, po czym zakomunikował, że z racji wieku nie będzie już prowadził auta. Jego trzyletni wówczas Range Rover w topowej specyfikacji Autobiography i przebiegiem 9000 mil trafił na sprzedaż za 130 tys. funtów. Biały kruk, tym bardziej, że książę Filip osobiście wiózł w nim Baracka Obamę do Windsoru. 

Wróćmy jednak do Olsztyna. Jazda Velarem to błogi spokój na pokładzie, wykwintne materiały oraz przepiękne wyświetlacze wysokiej rozdzielczości, które nim pobudzą się do życia, muszą lśnić swoją głębią. Więc uwaga, przyszli właściciele: one powinny być zawsze wypolerowane. Produkty tej marki zasługują na wyjątkowo troskę. 

I pamiętajcie, o siedemnastej zapowiedzieliśmy się na herbatce u lorda.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Mazurek Premium Cars

Cyklowi felietonów motoryzacyjnych patronuje salon Mazurek Premium Cars – multidiler samochodów luksusowych nowych lub prawie nowych. W felietonach wykorzystujemy wybrane auto z oferty salonu. Tym razem towarzyszył nam Range Rover Velar SE 2,0 TD4. Więcej na: mazurek.com.pl

Mazurek Premium Cars

Olsztyn, ul. Lubelska 29

mazurek.com.pl