Późną jesienią do kin wchodzi najnowszy Bond. Wczesną wiosną na ulice wyjeżdża najnowsze Mondeo.

Ulubiona scena z 23. filmu o agencie 007? James Bond prowadzi swoją szefową „M” ciemną uliczką Londynu, gdy nagle zatrzymuje się przy rolowanej do góry bramie garażowej. Aż po ostatni rząd widownia w kinie spodziewa się najnowszego Aston Martina, a tu wyłania się charakterystyczna atrapa staruszka DB5, rocznik 64. Brawa, jakie się posypały podczas premiery „Skyfall”, były zasłużone.

Pół wieku po swoich narodzinach Aston Martin DB5 z rocznika 1964 kosztuje przynajmniej pół miliona euro. A któryś z topowych najnowszych Astonów coś pod milion złotych. Jeśli chcecie choć popieścić oko namiastką astonowskiej atrapy, kiedy otworzycie rolowaną do góry bramę własnego garażu, kupcie 10 razy tańsze najnowsze Mondeo. Forda Mondeo. Bond też przecież jeździł Mondeo – w „Casino Royale”.

Ford za żadne skarby – i słusznie – nie chce wymazywać ze swojej niedalekiej historii małżeństwa z brytyjskim Aston Martinem. Czytaj: królestwem i kwintesencją najlepszej sportowej maszyny, jaką w dzisiejszych czasach da się jeszcze zrobić ręcznie. Męskiej i czysto metalicznej. Stylistom Mondeo puściły hamulce i do DNA modelu odważnie zaaplikowali coś, co musi wkurzać kierowców patrzących w tylne lusterko. To ta atrapa: rasowa i niepokorna.

Rokuję jej wielkie wzięcie, bo kiedy ledwo zarejestrowane Mondeo w pięknym odcieniu deep impact blue wyciągnęliśmy do sesji, co bardziej zakręceni na punkcie motoryzacji przechodnie pstrykali swoimi smartfonami z sześciomegowymi aparatami focie jedna po drugiej.

A pierwsze nowe Mondeo, jakie udało się zarejestrować olsztyńskiemu dilerowi, nie było wcale topową wersją, która zwykle rozkłada wrażeniami na łopatki. I w dodatku było wersją kombi, co akurat podczas sesji okazało się zaletą, bo Aleksandra, siedząc w bagażniku, mogła swobodnie założyć… łyżwy.

Ford z każdą premierą zaskakuje czymś niebanalnym. Ostatni Focus ma np. sprytne gumowe nakładki, które po otwarciu drzwi zachodzą na ich rant, by zwyczajnie nie obijać na parkingu sąsiednich aut. A w Mondeo są nadmuchiwane… pasy bezpieczeństwa z tyłu. Mają amortyzować ucisk na obojczyk i tułów, które w krytycznych momentach mogą poważnie ucierpieć.

Rzadko się zdarza, by przeciętna odmiana modelu wywoływała niepodszyty fałszem flirt. A mimo to dałem się w tę gierkę wciągnąć. Kolejne kilometry dróg udowadniały, że do szczęścia potrzeba mi było 16-calowych opon na wysokim profilu w miejsce przepięknych kół o dwa cale większych, które nie lubią współpracować z marnej jakością drogą. Mondeo płynęło zatem jak limuzyna z dawnych lat. Można raczyć się kawą na pokładzie bez obawy o poparzony krok. Ten błogi stan zza kierownicy i świadomość, że zdolności ładunkowe tego kombi przekraczają zapotrzebowanie większości rodzin, wywiózł mnie myślami na długą wyprawę. Płacę za nią równowartość pięciu litrów na każde 100 pokonanych kilometrów, więc fantazja pokierowała naprawdę daleko.

Tekst: Rafał Radzymiński
Obraz: Joanna Barchetto, Współpraca: Jarek Poliwko
Podziękowania dla Aleksandry Buszmak – wielkiej fanki łyżwiarstwa figurowego

Ford Bigautohandel
Olsztyn, ul. Sikorskiego 19
www.bigautohandel.pl
Od jesieni nowy salon Forda będzie funkcjonował u zbiegu ulic Lubelskiej i Budowalnej
Ford Mondeo kombi Trend Gold 2,0 TDCI 150 KM cena: 106 190 zł