Przez dwa tygodnie Rajdu Dakar grzeje rajdówką po bezdrożach. Przez poprzedzających 50 tygodni trzeba się do tego solidnie przygotować. Wiadomo: treningi, jazdy testowe, sprawdziany formy, zawody. Ale i coś więcej. Oto czego mogliście nie wiedzieć o przygotowaniach Krzysztofa Hołowczyca do kolejnego morderczego maratonu.

Wspinaczka
(Spotykamy się na starówce w pubie Highlander. Hołek tradycyjnie zamawia podwójne espresso i wodę. Siadamy przy stoliku i widzę, że zaczyna skubać sobie skórę z opuszek palców. Wiem, że przyjechał tu prosto z treningu siłowego, ale rany nie wyglądają na świeże. Zresztą te rany widziałem już chyba na jego fejsbukowym profilu).

Zjeżdżałem w dół i kiedy lina mi zaczęła uciekać, to zamiast użyć hamulca przy uprzęży, złapałem za tę linę. Najpierw poczułem smród, zastanawiając się skąd, a potem ból. Zjarałem skórę do gołego mięcha.

Zaserwowali nam zejście z klifu, 42 metry w dół (przeglądamy galerię w jego iPhonie, wielki chłop wisi nad wielką przepaścią). Patrzysz i mówisz: niemożliwe. Ale zjeżdżasz. Pokazują nam, że rzeczy pozornie nierealne, są jednak do zrobienia. To egzamin z budowania zespołu. Np. koczowaliśmy też w pieczarach na plantacji bananów, żebyśmy spali w różnych środowiskach. Niedawno na Teneryfie mieliśmy przejść po taśmie zawieszonej 25 m nad ziemią. I trzymać się tylko liny nad głową. Terranova nie przeszedł (Orlando Terranova, dwukrotnie kończył Dakar na piątym miejscu). Podszedł, stanął i powiedział jedynie: „sorry!”

Walizki
Pakowanie się to najstraszniejsza rzecz. Przeżywam to i nienawidzę tego. Choć teraz i tak mam dwa razy lżej, bo lądujesz w Buenos i tam jest cywilizacja. Ale w Afryce?! Tam już nie było możliwości poprawki. Jeśli czegoś nie zabrałeś, na miejscu już nie znalazłeś. Dlatego pakowanie na afrykański Dakar to był wielki stres.

Dwa lata temu, tydzień przed Dakarem zaginęła moja torba. Były w niej specjalistyczne, obrandowane rzeczy, których tam po prostu nie kupisz. W ogóle w teamie X-Raid jestem facetem, który najczęściej gubi walizki. Od początku mojego sportowego podróżowania bagaże ginęły mi ponad 20 razy. Ale co ciekawe, zawsze się odnajdywały.

Kiedyś, przed startem w Lizbonie, byłem na miejscu już na siedem dni przed, ale walizki jeszcze nie było. Na trzy dni przed startem wysłali mi z Polski rzeczy w drugiej walizce. Też zaginęła. Zaczęliśmy więc główkować. Kombinezon pożyczył mi kolega. Sięgał do kolan, bo ja nie jestem facetem normalnych gabarytów. Albo weź i znajdź w Portugalii buty rajdowe nr 47. Największe, na jakie trafiliśmy, to 45. Żartowałem, że wytnę czubki, by palce wystawić.
I wyobraź sobie, że jakimś autobusem przyjechała w końcu ta pierwsza torba.

Testowanie podzespołów
Mój zespół X-raid cały rok żyje Dakarem. Każde nasze zawody, które po drodze zaliczamy, to też system przygotowawczy do kolejnego Dakaru. Niestety, często wtedy ważniejsze dla inżynierów jest testowanie sprzętu, na którym jadę, niż mój wynik. Na ubiegłorocznym Baja Poland, kiedy prowadziłem rajd i miałem wszystko w rękach, urwał mi się wał. Płakałem, bo wiedziałem, że została ostatnia eliminacja w Portugalii, która będzie decydowała o wygranej w Pucharze Świata i punkty tak się poukładały, że liczyło się tylko zwycięstwo. A inżynier poklepał mnie i powiedział: „dobra robota, Krzysztof, wiedziałem, że w tym przewężeniu ten wał był osłabiony i tam pójdzie. Cudownie to zrobiłeś”. Ja płakałem, a inżynier był szczęśliwy, że mu ukręciłem ten cholerny wał.

Psycholog
Z psychologiem Darkiem Nowickim spotykamy się kilkanaście razy rocznie. Pewne parametry świetnie mi reguluje. Poszerza te przestrzenie mojej osobowości,
które wydawały mi się już opanowane i idealnie działające.
To fenomenalne, że po spotkaniach z Darkiem mam świadomość, ile sił jeszcze we mnie drzemie.

Mój profil psychologiczny jest taki, że zbyt szybko wchodzę na najwyższe obroty. Pracujemy nad tym, bym nie zużywał energii, kiedy jestem w super formie. Bo Dakar jest taki, że jak przegrasz godzinę, to jeszcze wrócisz na swoje miejsce. Uczę się, by nie zakleszczać się w dążeniu do wyniku, ale by mieć satysfakcję, że zrobiłem to, co sobie zakładałem. By nigdy nie tracić motywacji do walki.
By być jak niemiecka reprezentacja w piłce nożnej.

Bieganie
Ile biegam? Kiedy byłem w zespole Prodrive i wyganiali nas biegać, jeden z fińskich kierowców powiedział: „I”™m rally driver, not a fucking runner”. To stwierdzenie kołacze czasem we mnie, choć wiem, że to bieganie jest niezbędne. Biegam od 40 minut do godziny. Ni to trucht, ni to bieg. Średnie tempo pięć i pół minuty na kilometr. Trenerzy mówią mi, że muszę ćwiczyć tak, by móc przy tym mówić. Robili mi ostatnio badania, mam organizm sporo młodszy, niż moja metryka. To ważne, żeby w tej niemieckiej, dobrze naoliwionej maszynie łącznik między pedałami a kierownicą nie zawiódł.

Taniec
Rok temu zaserwowali nam strzelanie z każdego rodzaju broni. W tym roku uczyliśmy się… tańczyć. Cała ekipa, włącznie z właścicielem! Co to ma wnieść? Chyba walkę ze wstydem (pokazuje nagranie i sam się chichocze). Jak wracaliśmy na treningi techniczne i wykręcaliśmy półośki czy inne podzespoły, to straszyli nas: „chłopaki, dzisiaj tańce”. Więc idziemy na te tańce i nagle słyszymy: „żartowaliśmy, idziemy na kręgle”. I każdy staje się szczęśliwy. Jest to jakaś forma presji psychicznej, że nie robisz tylko tego, co kochasz. Wyobrażasz sobie rajdowców, którzy tańczą? Jak odpycham się od ściany, której nie ma? (Teraz naśladuje ruchy jak w breakdance).

Skarpety córek
Zawsze zabieram je na rajd. Na szczęście. Kiedyś miałem ogromny stres, że nie przełożyłem skarpety z jednego kombinezonu do drugiego. Teraz skarpety są w każdym, mam na nie specjalną kieszonkę na nogawce, więc krążą z nimi po pralniach. Choć jak jest ciężki oes, to zdarza mi się zabierać trzy skarpety naraz, po jednej od każdej córki.

Muzyka
Moje dziewczyny podrzucają mi i pakują na iPody różne rzeczy do słuchania, które zabieram na Dakar. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. To, czego słucham, jest kwestią nastroju, ale i tak zawsze mam ze sobą Pink Floyd.

Rajd Barbórka Warszawska
Czyż to nie piękna historia? Dzwoni do mojego menedżera facet i mówi: „mam identyczną kopię waszej A-grupowej „subaryny”, którą zdobywaliście (z Maciejem Wisławskim) mistrzostwo Europy, też w barwach Stomilu. Czy pan Krzysztof chciałby pojechać tym autem na Barbórce?”. Piękne i przyjemne to. Podładuję bateryjki przed Dakarem, bo to świetna impreza (rozmawiamy na pięć dni przed Barbórką; pojechał „subaryną” z „Wiślakiem” na prawym; była wrzawa, powtarzane „dzię-ku-je-my!”, owacje i „sto lat” na trybunach).

Fuerteventura
Ostatni obóz treningowy zaliczam na Wyspach Kanaryjskich, na Fuerteventurze, tradycyjnie w hotelu Melia Gorriones Fuerteventura. Traktowany jestem na wyspie jak polski ambasador. Tutaj mam ten luksus, że mogę zabrać ze sobą papierowe książki, bo nie ograniczam bagażu.
Na Dakarze mam je już zgrane na iPodzie.

Fryzjer
To jest już rytuał, bez którego nie wyobrażam sobie Dakaru – wizyta u Andrzeja Matrackiego na kilka dni przed wyjazdem. To specjalne cięcie, w którym Andrzej wie, czego ja potrzebuję. Fryzura – nazwijmy ją egzotycznie – „Dakar”, choć ja ją nazywam „na żołnierza amerykańskiego”: jak najmniej włosów, by nie przeszkadzały, bo żar, kurz… Matracki jest mistrzem, więc muska te włosy i chyba dla niego to też już jest jakiś rytuał. Zawsze śmieję się, że raz by bzyknął maszynką i po sprawie, ale on mówi, że zrobi ze mnie człowieka.

Zegarek
Ile biorę ich na Dakar? Zawsze jeden („Hołek” jest twarzą Atlantica na Europę). On zawsze wraca i zostaje w historii. Biorę na Dakar po kolei różne rodzaje, specjalnie dedykowane. Teraz przed startem znów dostanę nowy model.

Wyjazd
Córy zawsze mi wtedy powtarzają: „masz szczęście, że ciebie nie ma, jak jesteś na Dakarze. Jak strasznie mama to przeżywa”. Myślę, że żona bardziej dostaje w tyłek tym Dakarem, niż ja.
Czego mi się życzy przed wylotem? Nie jakiegoś tam połamania kół… Twardego piasku!

Tekst: Rafał Radzymiński
Obraz: Melia Gorriones Fuerteventura