Choć od dziesięcioleci są już tylko językowym zabytkiem, ostatnio wracają do obiegu: w internetowych grupach dyskusyjnych, konkursach, wydawnictwach, muzyce folkowej. Gwary – warmińska i mazurska, to element trendu na regionalizm i poszukiwanie tożsamości.

„Nogorsze só małe kobzity, bo to rozum przy dupsie, wszystko w kupsie” – cytuje niewybredne powiedzonko admin facebookowego profilu Gwara Warmińska. A internautka na to: „Nak jek chłop kurdupel, to tyż rozum cale blisko siedziska…”.

Gwarę warmińską można bez większego trudu zrozumieć, nawet jeśli umknie znaczenie pojedynczych słów, rychtyk (prawda)? Jest bardziej miękka od innych odmian języka polskiego i bogato czerpie ze staropolskiej deklinacji i koniugacji. Litera „i” („ji”) występująca po spółgłoskach dźwięcznych „b” i „w” brzmi jak „zi”. Więc gdyby zapytać np. o zwierzątko na literę „z”, Warmiak odpowiedziałby – zilk i zieziórka. Bo gwara to głównie język mówiony. W literaturze zachowały się jednak zapisane „po warnijsku” pieśni ludowe, podania, bajki, wiersze, utwory związane z regionem. Świadków tej mowy już niewielu. W latach 90., według badań, było jeszcze kilka tys. osób w regionie posługujących się gwarą. Aktualnych danych brak. Ale jak twierdzi Edward Cyfus, „Warnijok” urodzony w Dorotowie, pisarz, gawędziarz i popularyzator gwary, liczba ta jest bliska zeru.

– Gwara była używana na wsiach południowej Warmii – tłumaczy. – Czasem odezwie się jeszcze do mnie jakaś starsza osoba, która ze wzruszeniem wspomina po warmińsku zamierzchłe czasy. To jednak rzadkość. Jeszcze w latach 70. patrzono krzywo na tych, którzy używali gwary. W dzieciństwie była moim przekleństwem. W szkole szykanowano nas, a dialekt nazywano „szwabskim bełkotem”. Od lat czułem potrzebę edukowania o odrębności Warmii, którą do dzisiaj myli się z Mazurami.

Stąd dziesiątki publikacji na temat gwary i historii Warmii. Oprócz książek, gawęd pisanych po warmińsku dla olsztyńskiego radia i prasy, uczytelnienia pieśni Nowowiejskiego pisanych gwarą, Edward Cyfus ma na koncie współpracę przy komiksowych adaptacjach legend warmińskich. Wśród nich m.in. „Ło królu i szurku w czepku łurodzónam” przygotowanych przez Marcina Wakara i Jarosława Gacha. Pisał teksty po warmińsku do utworów zespołu Babsztyl. I współpracuje z olsztyńską grupą folkową Hoboud, której wokalistka Maria Rumińska wprowadziła gwarę już do dwóch kolejnych, autorskich projektów.

– Warmiński język jest bardzo inspirujący muzycznie – przyznaje Maria. – Po selekcji piosenek do Hobouda i udoskonaleniu ich przez Edwarda Cyfusa, miłość do brzmienia języka warmińskiego sprawiła, że jest on nierozłącznym elementem mojej działalności piosenkarskiej. Z jego pomocą powstaje też materiał na debiutancką płytę „Folk-tepian” duetu Pamaruna, a w grudniu zaprezentowałam warmińską gwarę podczas 5 edycji projektu „Poland-Pakistan. Music Without Borders” Polskiej Ambasady w Islamabadzie.

– Gwara warmińska nie drażni twardymi głoskami na które zawsze narzekają obcokrajowcy – dodaje Marcin Rumiński, współzałożyciel Hobouda. – Zafascynował nas ten język i przylgnęły wtręty po warmińsku. „Zitojta!” – witamy się z przyjaciółmi. A jak coś nas wkurzy, pada siarczyste „Do psioruna!”. Słuchacze po początkowym szoku „kupują” naszą twórczość. Utwory pełne są humoru i nostalgii, tzw. ludowej mądrości. Chociaż nie wszystko można wyrazić, bo brakuje słów, jak np. komputer…

Gwara warmińska od dwóch lat jest chroniona prawnie. W 2016 roku trafiła na krajową listę dziedzictwa niematerialnego UNESCO jako pierwsze tego typu zjawisko z Warmii i Mazur. Certyfikat odebrała prof. Izabela Lewandowska z Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych UWM, popularyzatorka gwary i Łukasz Ruch z Bukwałdu, historyk i gawędziarz.

– Dzięki temu wzrosło zainteresowanie Warmią – przyznaje prof. Lewandowska. – Jednak popularyzacja to jedno, a badania naukowe to drugie. Potrzebna jest rzetelna dokumentacja w terenie. Dlatego złożyłam wniosek do Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, aby takie badania przeprowadzić. Jak to wygląda w praktyce? Krąży się od wioski do wioski, od gminy do gminy i rozmawia z ludźmi. Ostatni moment na to był już w zasadzie 10 lat temu, więc szanse z dnia na dzień maleją. Częściowo można jeszcze liczyć na młode pokolenie, które uczyło się gwary od przodków.

A tak było choćby w przypadku 28-letniego Łukasza Rucha, kontynuatora działań popularyzujących gwarę.

– Moi dziadkowie mieszkający pod Dywitami znali gwarę, ale niechętnie jej używali poza pojedynczymi słowami – tłumaczy. – Na firankę mówiło się „gardyna”, na ścieżkę – „stecka”, na schody – „trepy”. W gimnazjum zgłosiłem się na konkurs gwary warmińskiej i zacząłem mobilizować dziadków, ciągnąć ich za język, tworzyć bazę słówek. Dzisiaj jestem współorganizatorem takiego konkursu w szkole podstawowej w Dywitach. Dzieci łapią bakcyla, z roku na rok przybywa uczestników i rośnie poziom konkursu. A mi na co dzień gwara przychodzi naturalnie, np. jak oglądam telewizję zdarza mi się burknąć „gupsio godajó”…

Gwara wkroczyła od kilku lat do regionalnego nazewnictwa i rękodzieła. Na rynku ukazała się np. gra memory „Godka warnijska” stworzona przez sklep internetowy Warmińskie Pamiątki. A Warmińsko-Mazurski Rajd na orientację „Abentojra” zaczerpnął swoją nazwę od słowa „przygoda”. Brzmi ono podobnie w gwarze warmińskiej i mazurskiej. Oba dialekty mają pewne wspólne cechy. Ale gwara mazurska związana z przybyciem na ziemie pruskie osadników z Mazowsza, różni się gramatyką i wymową, jest znacznie twardsza. Niektóre słówka sięgają nawet języka staropruskiego, jak choćby słowo „kadyk”, czyli jałowiec. Dzisiaj to nazwa działdowskiego browaru.

– Kilka dni temu spalił się sklep w naszej wsi, a tato wpada do domu i krzyczy: sfejrowało się! – przytacza 25-letni Piotr Szatkowski z Krasnołąki pod Działdowem, skandynawista i popularyzator gwary mazurskiej. – Od dziecka fascynowała mnie lokalna gwara, w liceum zacząłem spisywać mazurskie słówka zasłyszane od rodziny i sąsiadów. Odkąd poszedłem na studia, zająłem się tym na poważnie. Mam w planach wydanie słownika, który będzie efektem połączenia kilku baz i źródeł wiedzy o gwarze mazurskiej. Będę korzystał z kartoteki badań nad gwarą z lat 50. Uniwersytetu Warszawskiego. Wtedy była ona jeszcze żywa i powszechna.

Piotr, noszący w internecie nick Psioter ôt Sziatków, założył na facebooku profil „Mazurskie słówko na dziś”, a potem dołączył jako administrator do profilu „Mazurská gádkä” założonego przez Andrzeja Mrozickiego, prezesa Związku Mazurskiego.

– Nie zdawałem sobie sprawy jak wiele osób interesuje się tym. Zgłaszają się i ci Mazurzy, którzy pozostali w regionie, ale też i z zagranicy. Dla wielu to bardzo nostalgiczny moment, gdy odkrywają, że próbujemy przywracać mowę przodków – przyznaje. – Wymieniamy się słówkami, powiedzonkami, tworzymy ich bazę. Sam przez wiele lat nie znałem choćby słowa „motyka”, bo we wsi mówiło się na nią „haczka”. Na kolej niektórzy mawiali ”cug” albo ”bana” – od języka niemieckiego. A niektórzy znajomi zwracali się do mnie „Pioter”.

Polacy przybyli z innych stron nie zawsze rozumieli Mazurów i odwrotnie.

– Starzy Mazurzy śmiali się chociażby ze słowa ”pończocha”, które kojarzyło im się z niewybrednym określeniem narządów płciowych, sami mawiali ”sztréfle” – przytacza Piotr. – Nieraz te nieporozumienia zdarzają się i współcześnie. Ja na studiach wzbudzałem nieraz zdziwienie słowami takimi jak „skulgnóncz szie” (potoczyć się) albo „łamzacz” (błagać).

4 kwietnia w Miejskim Ośrodku Kultury w Olsztynie rusza kurs gwary warmińskiej, który poprowadzi Edward Cyfus i prof. Izabela Lewandowska. Jest dla wszystkich chętnych, ale organizatorzy liczą zwłaszcza na młodzież.

– Na szczęście młodzi ludzie coraz chętniej identyfikują się z miejscem w którym żyją, chcą poznawać swoje korzenie, odróżniać się od reszty świata – przyznaje Edward Cyfus. – Niczym na południu Europy, rodzi się trend na regionalizm, lokalną tradycję, folklor czy kuchnię. Może to przesyt globalizmem i unifikacją? Często podczas spotkań słyszę pytanie: czy ja mogę czuć się Warmiakiem? Uważam, że w szkołach powinna znaleźć się przynajmniej jedna godzina w tygodniu poświęcona regionowi, jego historii i językowi.

– Pomysł na kurs wiąże się z naszym, tutejszym i kamuflowanym „kompleksem przezroczystości” – dodaje Mariusz Sieniewicz, dyrektor MOK. – Zazdrościmy Ślązakom, góralom, Kaszubom, że tak pięknie modelują język. Kurs gwary warmińskiej to kolejna próba ocalenia dialektu, który istniał długo przed nami, opisał świat przed naszym repatrianckim desantem.

Zatem: chto sia bandzie chcioł łuczyć godać po naszamu, po warnijsku?

 

Tekst: Beata Waś, rysunek: Jarosław Gach

W zeszłym roku ukazał się na rynku „Elementarz warmiński” z płytą CD autorstwa Izabeli Lewandowskiej i Edwarda Cyfusa wydany przez Pracownię Wydawniczą „Elset”. Ukazuje specyfikę kulturową południowej Warmii, jej historię, kulturę i gwarę.