Zima… Dla niektórych najgorsza pora roku. Nic, tylko zaszyliby się w ciepłym domowym kącie. Dla wszystkich pozostałych mam propozycję.

Wchodzę do klubu. Duże fotografie w holu, ściany w ciepłych barwach. Jestem tu pierwszy raz, więc trochę nie wiem, gdzie się podziać. O! Na horyzoncie przebija się jakiś uśmiech. Pani z recepcji ściągnęła mnie wzrokiem. Znamy się? Chyba nie. Jeszcze nie. Widocznie taką buduje wokół siebie aurę. Zewsząd dochodzą jak nie okrzyki, to śmiech. Chyba z którejś z sal dobiega znany motyw latynoamerykańskiej piosenki.

Hmm… Nie tak wyobrażałam sobie to miejsce. Miał tu rządzić kult ciała, trening i gadki typu: „najpierw masa, potem rzeźba”, a w powietrzu dodatkowo unosić się zapach przepracowanego potu. Tak przynajmniej większości kojarzy się siłownia. Jestem w lekkim szoku. Uśmiechnięty pan, który właśnie w holu rozpędził się ze swoim skipem A, utwierdza mnie w przekonaniu, że trafiłam w nietypowe miejsce.

Po krótkiej rozmowie z Joanną Cituk, manager Fitness Club Sylwetka, już wiem, że dbałość o dobre samopoczucie i atmosferę to podstawa tego miejsca. – Naszą ideą jest podtrzymywanie trwałych relacji i zacieśnianie więzi między ludźmi, którzy do nas przychodzą.
W strefie kawiarnianej to dobre samopoczucie udzieliło się chyba wszystkim. Widzę, jak obserwują zaciekły pojedynek w strefie treningu funkcjonalnego, gdzie dwóch mężczyzn na zmianę podnosi coraz cięższe hantle. Chyba poszło o zakład.

Jedna z najbardziej zintegrowanych grup w Fitness Club Sylwetka to uczestnicy Indoor Cycling, czyli grupowej jazdy na rowerach. Ale szaleństwem przebijają wszystkich chyba ci, którzy preferują taniec z elementami fitnessu. Zwłaszcza, kiedy próbują zmagać się z nowymi elementami układu. Jest zabawa i mnóstwo pozytywnych emocji. Na dodatek już po raz trzechsetny! Na początku grudnia bowiem zumbowiczki świętowały tu trzechsetne zajęcia.
Klub jest otwarty dla wszystkich. Wielu klientów korzysta z jego oferty od początku istnienia, czyli od 2006 roku. Wiek bywalców to z reguły 35 plus, ale klub odwiedza także młodzież i spora grupa studentów.

Przychodzą tu nie tylko dla jakiegoś reżimu treningowego. Przychodzą, bo chcą się spotkać, porozmawiać, spędzić wspólnie czas i przy okazji zrobić coś dla swojego ciała i samopoczucia – dodaje Joanna Cituk.
A jest w czym wybierać: Step, Płaski Brzuch, Sexy Dance, Mama Fit, bodyArt®, Joga, Pilates czy ćwiczenia na jedynym w Olsztynie symulatorze… schodów.
Właśnie usłyszałam ważną rzecz: pierwszy trening gratis!

No i wreszcie jest coś, co uwielbiam: strefa wellness. Odprężający masaż czy wizyta w saunie na deser.
Fitness Club Sylwetka to także miejsce z różnymi akcjami społecznymi. Na pewno je znacie: Maraton Zumba® pod olsztyńskim ratuszem czy imprezy z „Olsztyn Aktywnie!”. Z kolei coroczne, obchodzone w listopadzie, huczne urodziny Fitness Club Sylwetka to impreza dla całej społeczności klubu, na której można się lepiej poznać i zawrzeć, nieraz trwałe, znajomości. Dbanie o kondycję, szukanie radości w ruchu, stawianie sobie wyzwań – to łączy ludzi. I o to w tym wszystkim chodzi.

A i tak na koniec kupili mnie hasłem z jednej ze ścian w sali treningowej: „nie zatrzymuję się, kiedy jestem zmęczony, tylko wtedy, kiedy skończę”. No to ja chyba zacznę.

Tekst: Karolina Bergman, Obraz: Joanna Barchetto