MĘŻCZYZNA I MASZYNA

Prawdziwe historie o prawdziwej miłości do samochodu

W 1992 roku Mariusz Pawliczak zmuszony był do szybkiego kupna auta po tym, jak stłuczce uległ jego Ford Sierra. Odwiedzając garstkę funkcjonujących wówczas komisów samochodowych w Olsztynie, natknął się na ul. Bałtyckiej na dwa wyróżniające się modele: Volvo 440 oraz Saab 9000. Wybrał Saaba, z najmocniejszym 185-konnym silnikiem i wyposażeniem, o jakim się wówczas nawet nie śniło. Dzisiaj przyznaje, że czteroletni Saab 9000 turbo odmienił jego dalsze życie. – Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tak wielkiej przyjemności z jazdy. Miałem wrażenie, że im szybciej jechałem, tym lepiej się ten samochód prowadził. Dlatego kiedy pierwszy raz w życiu prowadziłem ponad 200 na godzinę, to przestraszyłem się dopiero, kiedy spojrzałem na licznik – wspomina. Było 230.

Identyczny seryjny Saab 9000 turbo w 1986 roku ustanowił szalony rekord – na owalnym torze Talladega Superspeedway w Alabamie zmieniający się inżynierowie jechali nim non stop przez 20 dni z maksymalnie otwartą przepustnicą. 100 tys. km ze średnią 213 km/h! To była demonstracja solidności auta.

Od czasu zakupu pierwszego Saaba, szwedzka marka nieźle namieszała w życiu Mariusza. – Ten pierwszy czekał na mnie, ale kolejne kupowałem już wyszukane – podkreśla.

W garażach ma 11 Saabów, kolejnych 35 modelików poustawianych w gablotkach (kiedy się spotkaliśmy, właśnie rozpakował przesyłkę z modelem Saab 95 w wersji kombi, jakim w 1961 roku Eric Carlsson zajął czwarte miejsce w Rajdzie Monte Carlo). No i w smartfonie uzbieranych ma 7939 zdjęć przeróżnych Saabów.

Łącznie kupił ich 15. Cztery sprzedał, ale to był początek, kiedy zmieniał jeszcze na nowsze i lepsze modele. Ale nawet kiedy miał służbowe auta, to zawsze w garażu musiał stać jakiś Saab.

W 2011 roku szwedzki producent ogłosił upadłość, zamykając po przeszło sześciu dekadach epokę tych wyjątkowych aut. – Nie wierzyłem, że taka marka odejdzie z rynku. Byłem przekonany, że to jakaś gra koncernów i że za chwilę ktoś ją przejmie. Kiedy koniec stał się faktem, uznałem, że te ciekawsze i ładniejsze modele trzeba zachować. I zacząłem szukać – wspomina.

Na aukcji w Stanach znalazł dwie 900-ki cabrio turbo z szanowanej serii, zwanej ”krokodylami”. Wziął obie. – Początkowo kupowałem dla zabawy, potem stałem się już wybredny i szukałem wybranych wersji i kolorów.

Ponad połowa kolekcji to kabriolety. Plan jest taki, by skompletować wszystkie wypuszczone wersje cabrio. Saabowicze wiedzą, że w Olsztynie jest taki ktoś jak Mariusz, więc oferują mu czasem coś ciekawego. Ostatnio zbiory wzbogacił słynny dwusuw 96 w wersji Monte Carlo z 1966 roku. – To ciągłe szukanie stale mnie kręci i chciałbym, by ta choroba nigdy mnie nie opuściła – dodaje. – Na razie celem jest odnalezienie identycznej wersji jak mój pierwszy srebrny 9000 2.0 turbo. Ale z takim wyposażeniem i silnikiem, póki co nie udaje się.

Na co dzień Mariusz Pawliczak jest dyrektorem Hotelu Krasicki w Lidzbarku Warmińskim. W maju ściągnął w piękne mury ogólnopolski zlot klasycznych Saabów „Rajd trzech koron”. Uczestnicy chcą tam wrócić w przyszłym sezonie. Jeśli więc zapytacie go o spełnienie marzenia, to właśnie jest nim takie wydarzenie.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Bling Factory

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań.

Bling Factory

Olsztyn, ul. Lubelska 43i

www.blingfactory.pl