Z cyklu: DESIGN AND MORE

O TRUDNEJ SZTUCE GODZENIA DIZAJNU Z ŻYCIEM CODZIENNYM

Gdy tylko podejmujemy wyzwanie wyposażenia naszych wnętrz, zaczynają mnożyć się dylematy. Chcemy czuć się w nich komfortowo, a nawet swojsko. Jednocześnie pragniemy, by były dizajnerskie i budziły zachwyt. No i dobrze byłoby nie wydać przy tym fortuny…

Czy musimy walczyć o to, aby nasz dom epatował dizajnem przez wielkie D? Absolutnie nie. By stworzyć klimat, nie musimy wydawać majątku na oświetlenie, meble, armaturę lub masę nowych dodatków. Targi Salone Del Mobile w Mediolanie, które są światową ucztą dla koneserów dizajnu, architektów wnętrz, trendsetterów lub po prostu tych, którzy potrafią docenić artyzm, co roku opuszczam z podobną refleksją, że wszystko… już było. Historia wzornictwa zatacza koło, a na ekspozycjach pysznią się projekty z lat 50., 70. i 80., choć w zdecydowanie świeżym wydaniu. Projektanci sięgają do sprawdzonych rozwiązań, nadając im nowe życie zabawą kolorem, kształtami, fakturą, materiałami, wzorami tkanin. Elementy, które okazują się być ponadczasowe, zawsze będą dopełniać dobre wnętrze.

W dobie internetu – nieograniczonego wyboru i łatwego dostępu – wpadamy na pomysł, a już po chwili klikamy w internetowym sklepie. Przeglądamy oferty, a sklepy targetują nas później na reklamy. Jesteśmy bombardowani mnogością różnorodnych produktów i opcji, które jednak nie zawsze sprawdzą się w naszym wnętrzu i życiu. Nie każdego stać na profesjonalnego architekta lub projektanta wnętrz, który doradzi lub po prostu zaprojektuje razem z nami wymarzone metry kwadratowe, ale takie doradztwo bywa nieocenione.

Często zastanawiam się jaka stylizacja będzie pasowała do danej osoby, rodziny lub miejsca. Skradnie serce i ukoi po długim tygodniu. O gustach się nie dyskutuje, lecz bez dyskusji na temat gustów nie byłoby ani filozofii, ani konwencji estetycznych, ani krytyki sztuki. Dla jednego styl glamour to kicz, a ktoś inny powie, że to jego druga natura. Boho zestawia ze sobą pozornie przypadkowe rzeczy, które idealnie do siebie pasują, ale ktoś z boku powie „co za graciarnia…”. 

Dzisiaj skupię się na stylu minimalistycznym, którego kolebką jest Japonia. Minimalizm oparty jest na założeniach filozofii zen oraz – modnej obecnie – filozofii wabi-sabi. Jest to pogląd dotyczący estetyki, skupiający się na znajdowaniu piękna w niedoskonałościach życia i akceptacji każdego etapu jego cyklu, od wzrostu po rozpad. Według Japończyków wyznających ten koncept, każdy przedmiot – jeśli spełnia rolę, do której został stworzony – jest piękny sam w sobie i nadawanie mu sztucznych ozdobników wcale nie działa na jego korzyść. Nie staje się on lepszy w wyniku naszej ingerencji. Doceniają oni więc przedmioty harmonijne i funkcjonalne, ale jeśli nie mają one zastosowania i nie są praktyczne, to nie mogą być piękne.

Styl minimalistyczny nie miał na początku zbyt wielu zwolenników. Uważano, że jest to trend kierowany pobudkami czysto ekonomicznymi. Współcześnie, w dobie rozbuchanego konsumpcjonizmu, minimalizm nagle jest i trendy, i… sexy. Hołduje zasadzie: mniej znaczy więcej. Urządzając wnętrza, minimaliści kierują się zasadami: pozbądźmy się rzeczy zbędnych, wszystko czym się otaczamy musi być istotne, dawać nam szczęście i radość. Ważne jest przy tym założenie, że osiągnięty stan nie jest dany raz na zawsze, należy ciągle nad sobą pracować i dążyć do tego, aby końcowy efekt był idealny. By mieć tylko to, czego nam naprawdę potrzeba. 

Minimalizm pokochają osoby uporządkowane, zdyscyplinowane, pragmatycy, którzy nie rozrzucają rzeczy po domu, gdyż każda z nich ma swoje miejsce.

Jakimi wskazówkami kierować się urządzając minimalistyczne wnętrze? Ponad wszystko – oszczędność formy. Pierwsze skrzypce niech odgrywa geometria. W minimalistycznych projektach nie znajdziemy bowiem przesadnych łuków czy wypukłości, a jedynie podstawowe formy. Kolory mają wyznaczoną rolę – nie mogą przytłaczać, a dążyć do poczucia harmonii i spokoju. W większości niech będą to monochromy, biele i szarości. Dopuszczalne są pastele, jeśli mają za zadanie wyróżnić konkretne pomieszczenie (np. sypialnię lub pokój dziecka). Istotna jest też liczba przedmiotów, którymi się otoczymy. Wyeliminujmy wszystko co zbędne: bibeloty, wątpliwe ozdoby i pamiątki otrzymywane przy różnych okazjach. Wszystko, co sam określam pieszczotliwym mianem „kurzołapów”. Dodatki do wnętrza powinny być przemyślane i zalecana jest szczególna powściągliwość – jakość, nie ilość. Urządzając minimalistyczne wnętrze, skupiamy się na wybraniu doskonałej jakości przedmiotów codziennego użytku. Dobre wzornictwo samo się obroni. Bardzo istotną rolę w tego typu wnętrzach ma gra świateł uzyskiwana nie tylko pieczołowicie dobranym oświetleniem, ale także zastosowanymi fakturami. Meble minimalistyczne, bardzo proste w formie, pozwalają na zabawę zestawieniem elementów od wysokiego połysku do głębokiego matu. Prostota formy nie musi przekładać się na ich banalność. 

Detal to element szaleństwa, który powinien znaleźć się w każdej takiej realizacji. Może to być kontrastowy fotel, dizajnerska lampa o ciekawym kształcie, szalony obraz czy rzeźba. Nietuzinkowy sznyt, który doda wnętrzu indywidualnego charakteru.

Minimalizm to dbałość o szczegół, a ergonomia i ład to jego wyznaczniki. Pragniesz takiego wnętrza? Wszystko przemyśl dwa razy. Ale jeżeli masz spokojne usposobienie, lubisz prostotę i gdy wszystko jest „pod linijkę”, ten styl jest idealny dla ciebie. Na pewno przyniesie ukojenie i relaks. 

Jakub Kowalski