Na początku prawie nikt w to nie wierzył. Bo jak to – mieszkanie z TBS-u, które wykupisz na własność? Wszyscy wiedzą, że to niemożliwe. A jednak. Cud w Kurzętniku?

Jeszcze niedawno Krzysztof Hołowczyc na szutrach w Dębnie testował rajdowe Subaru Impreza. Ta część Kurzętnika nadawała się właściwie tylko do tego, bo wokół były same żwirowiska i nieużytki.

Dziś trudno rozpoznać okolicę. Przy asfaltowej szosie stoi trzypiętrowy budynek mieszkalny z eleganckim drewnianym wykończeniem, hałasują dzieciaki, jest mnóstwo zieleni, a po sąsiedzku żłobek i przedszkole. Tylko Drwęca wije się nieopodal po staremu. Brzmi jak marzenie większości rodzin mieszkających kątem u rodziców czy w wynajętym mieszkaniu. Dla niektórych spełnione, bo tak właśnie wygląda osiedle Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Kurzętniku. W lutym do 29 lokali wprowadzili się pierwsi mieszkańcy Osiedla Dębno. Plan inwestycji zakłada oddanie następnego budynku we wrześniu, a kolejnych – w rocznych odstępach. W sumie na nowym osiedlu zamieszka około pół tys. osób. Będę też place zabaw, parking podziemny, boiska, monitoring oraz ogrodzenie osiedla pasem zieleni.

Zaczęło się od specjalnej strefy ekonomicznej i Parku Przemysłowego w Nielbarku, kilka kilometrów od Kurzętnika. Przez Dębno do strefy trzeba było wybudować drogę, poprowadzić media, światłowód. Wtedy okazało się, że dzika dzielnica, w której tylko rosły krzaki, jest jednak bardzo atrakcyjna. Mało tego, wręcz nie ma w okolicy lokalizacji z lepszym dostępem do infrastruktury.

Pomysł na wykorzystanie terenu miał wójt gminy Kurzętnik Wojciech Dereszewski. W gminie inwestują kolejne firmy, przybywa miejsc pracy i mieszkańców, a brakuje mieszkań. – A to już nie są czasy, gdy pracownik chciał dojeżdżać 20 km do pracy na komarku. Nie ma też co liczyć, że ściągnie się do firmy menadżera, jeśli będzie musiał mieszkać na prywatnej kwaterze przy rodzinie – stawia jasno sprawę wójt. – A też nie każdego stać na postawienie własnego domu za pół miliona. Przedsiębiorca również przecież nie wybuduje mieszkań, więc tym musi się zająć gmina.

A konkretnie zajęła się tym gminna spółka – Towarzystwo Budownictwa Społecznego. W ciągu pięciu lat ma postawić pięć bloków, a w nich ok.160 lokali wykończonych pod klucz (z wewnętrznymi drzwiami, panelami, płytkami,wyposażonymi łazienkami i zabudową kuchenną). Dostępnych dla osób fizycznych o umiarkowanych dochodach i firm poszukujących mieszkań dla pracowników. Jedynym wymaganym kryterium jest udział własny wnoszony w formie partycypacji w kosztach budowy lokalu. Mieszkańcy co miesiąc w czynszu spłacać będą część kosztów budowy – kilkanaście zł za mkw. Jednak w odróżnieniu od inwestycji TBS-ów z innych miast, w Kurzętniku po pięciu latach mogą wykupić mieszkanie na własność.

Innowacyjne podejście TBS w Kurzętniku oparte zostało na koncepcji rządowego programu Mieszkanie Plus, ułatwiającego mniej zamożnym zakup swojego M. Aby jednak najemcy w przyszłości mogli stać się właścicielami mieszkań, spółka musiała zrezygnować z finansowania oferowanego TBS-om przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Gdy zaciągnie się kredyt w innym banku, lokatorzy mogą stać się w przyszłości właścicielami. – Owszem, w BGK łatwiej pozyskać kredyt, ale bank narzuca też swoje warunki. Dalej trzeba zebrać partycypacje, pobierać rynkowy czynsz, ale mieszkańcy nigdy nie wykupią swoich mieszkań – wyjaśnia Rafał Jasiński, prezes zarządu TBS Kurzętnik. Zwrócił się do banku komercyjnego, gdzie projekt budowy osiedla został potraktowany jak każdy biznesplan. Było trudniej, ale kredyt dostali.

W odróżnieniu od innych TBS-ów wielkość wkładu własnego nie jest określona. Jeśli na dany lokal jest więcej niż jeden chętny, decyduje wysokość zadeklarowanej partycypacji lub kolejność złożenia deklaracji. Przy pierwszym bloku najniższa partycypacja wyniosła zaledwie 1000 zł. – Na początku ludzie mieli bardzo duże obawy. Żeby im wytłumaczyć zasady najmu z dojściem do własności, wymyśliliśmy nawet termin „leasing mieszkaniowy” – wspomina prezes Jasiński. I opowiada o spotkaniu z jednym z klientów, który nie mógł się nadziwić, że tak można. Bo przecież z dziada pradziada był uczony, że jak się kupuje, to daje się pieniądze. „A tutaj jakieś „partycypacje”, jakieś wynajmy. A to w końcu moje czy nie moje?” – dociekał.

Na ostatni blok (zostanie ukończony w 2021 roku) chętnych jest znacznie więcej niż mieszkań. Największa walka jak zwykle rozegrała się o 50-metrowe lokale na I piętrze, ale parter czy trzecie piętro można było zdobyć za znacznie skromniejszy wkład własny. Jednak nawet najniższa partycypacja przekroczyła 20 tys. zł, zaś najwyższa 100 tys. zł.

Jak szacuje prezes Jasiński, cena wykupu mieszkania z kurzętnickich TBS-ów jest o około 25 proc. niższa niż u komercyjnego dewelopera. Gmina nie zarabia na budowie mieszkań, ale wójt jest pewny, że i tak inwestycja się opłaci. Ściągnie do Kurzętnika nowych mieszkańców, którzy będą tu żyć, pracować i wydawać pieniądze. – Nam się to zwróci w „picie” – wójt Dereszewski mówi obrazowo o deklaracji PIT. I chyba ma nosa – w ciągu ostatnich kilku lat dochody gminy z tytułu podatku od osób fizycznych wzrosły o milion zł.

Tekst: Magdalena Spiczak-Brzezińska
Obraz: archiwum TBS Kurzętnik, © Sergey Peterman / www.shutterstock.com

TBS Sp. z o.o. w Kurzętniku

Kurzętnik, ul. T. Kościuszki 17

www.tbskurzetnik.pl 

tbs@kurzetnik.pl