Przyszły wakacje. A co zrobić, by przyszła forma? A potem przyjemność z jazdy na rowerze, pływania na desce czy grania w tenisa?

Nikt ich tu wcześniej nie widział. Zjawiają się natychmiast po pierwszym urazie. To osoby, które zmieniają się w wakacyjnych sportowców. Wyciągają rowery, deski surfingowe, rolki, rakiety do tenisa albo kije do golfa, i spragnieni sportu, cieszą się nim do pierwszego urazu. – Zwykle mają nieprzygotowany gorset mięśniowy i kiedy zaczynają się intensywniej ruszać, grać czy trenować, ich ciało zaczyna wołać o pomoc i wypuszczać pierwsze informacje o przeciążeniach mięśni. Bo nagle okazuje się, że po długiej przerwie zaczęliśmy uaktywniać „uśpione” do tej pory partie ciała – Marek Molęda, trener personalny olsztyńskiego Kinetic, diagnozuje stan „pacjentów”, którzy zbyt późno pojawiają się na siłowni.

Przygotowanie ciała pod kątem letnich sportów rekreacyjnych to temat wciąż lekceważony. Osoby, które aktywnie zamierzają spędzić lato, pracę nad formą tak naprawdę powinny zacząć już 12 tygodni wcześniej.

A przykładami ku przestrodze Marek sypie jak z rękawa. Oto klasyczny: ktoś wybrał się na lekcje windsurfingu i przy nauce zwrotów o mało nie zerwał sobie wiązadeł krzyżowych w kolanach. Nie miał wiedzy, jaką rolę pełnią na desce mięśnie nóg.

– Ale cieszy nas to, że coraz więcej naszych klientów ma tę świadomość, że przed rozpoczęciem letniej przygody z golfem, tenisem czy kitesurfingiem podejmują aktywność fizyczną i widzą potem tego efekty – dodaje.

Klientom serwuje trening funkcjonalny ukierunkowany na wzorce ruchowe odzwierciedlane w danej dyscyplinie. Najpierw trzeba jednak skorygować postawę, czyli zlikwidować zmiany powstające w wyniku zastygłego stylu życia. Po pierwszych treningach widać już, które partie mięśni są przykurczone, które najzwyczajniej słabe, a które nadmiernie napięte. – Chodzi o to, by w pierwszej kolejności popracować nad odczytywaniem właściwej postawy naszego ciała, wyczuciem odpowiedniego balansu mięśniowego – wymienia.

Trenerzy w olsztyńskim Kinetic podkreślają, że w ciągu kilku ostatnich lat zmieniło się pojęcie siłowni. To już nie tylko praca nad estetyką sylwetki, ale też właśnie przygotowanie organizmu do intensywniejszego wysiłku, dzięki czemu unikamy niepotrzebnych kontuzji. No i przede wszystkim siłownia to miejsce doskonalenia techniki.

Tomasz Swakowski, w Kinetic jako wszechstronnie wyszkolony instruktor, już na ulicy widzi, jakie kto popełnia błędy podczas jazdy na rowerze. Właśnie o jeździe na rowerze opowiada jak fizyk, biomechanik, fizjoterapeuta i trener w jednym. Podkreśla, że dzisiejsze spojrzenie na treningi wychodzi już poza naturalne dla danej dyscypliny środowisko. Tak jak pływacy nie trenują tylko w basenie, tak rowerzyści właściwej techniki, siły i wytrzymałości nie zbudują na trasie. – Podczas treningów na profesjonalnym rowerze stacjonarnym instruktor wychwyci wszystkie detale i skoryguje niewłaściwe ruchy. Takiej możliwości nie ma w naturalnych warunkach, kiedy wszyscy jesteśmy w ruchu – wyjaśnia.

I wylicza wpadki: wyrzucanie kolan na zewnątrz przy pedałowaniu niszczy panewki stawów biodrowych; stopy ustawione równolegle nie angażują w pełni i nie wykorzystują tym samym potencjału mięśni łydki; przy dynamicznej jeździe należy rozbudować górny gorset mięśniowy; źle pochylonym ciałem spłaszcza się lordozę lędźwiową i doprowadza do późniejszych bólów pleców.

– Wszyscy są przekonani, że rower jest bardzo łatwy. Szczegóły, które wpływają na efektywność jazdy i właściwą pracę naszego ciała, można skorygować właśnie na sali. Tu od razu widać, czy ktoś właściwie angażuje łydki, czy czy raczej nogami ugniata kapustę
– mówi Tomek trenerskim żargonem.

To ugniatanie kapusty to bezmyślne naciskanie na pedał nogą, która jest na górze.

Efektywna jazda na rowerze wymaga wpinanych butów. Wówczas każda z nóg wykonuje pracę w dwóch płaszczyznach: i w dół, i w górę, kiedy ciągnie pedał.

Treningi rowerowe w Kinetic to namiastka światowego kolarstwa. I nie tylko dlatego, że korzysta z nich Pamela Rutkowska, olsztyńska mistrzyni Europy w kolarstwie torowym. Na torze musi mieć idealną pozycję, by minimalizować opór powietrza. Bez siłowni i pracy na maszynach z trenerami, nie da się tak łatwo tego osiągnąć.

Od kwietnia w Kinetic wprowadzone zostały zajęcia power bike.

To połączenie treningu na rowerze z treningami obwodowymi. Na rowerach zalicza się interwały z dużymi obciążeniami, przeplatane stacjami: podciąganie, stabilizacja ciała, wykroki, pompki. Podczas grupowych treningów serwuje się np. trzygodzinne maratony. Dla towarzystwa na wielkim rzutniku wyświetlany jest wówczas jeden etap z Tour de France, a trenującym stale monitoruje się parametry (tętno, wydatek energetyczny) po to, by trener mógł kontrolować obciążenie zawodników. Trening przybiera też czasem formę zawodów – kto spali najwięcej kalorii, zgarnia nagrodę, np. suplementację diety.

Tekst: Michał Bartoszewicz
Obraz: Joanna Barchetto