Najbardziej luksusowy samochód świata, Rolls-Royce Phantom, ma otwierane tylne drzwi w przeciwną stronę. Opel Meriva jest najtańszą taką propozycją.
 
Dopada mnie czasem mało już błyskotliwe spostrzeżenie, że w motoryzacji wiele spraw naprawdę kołem się toczy. Mody przychodzą i odchodzą. Jest identycznie jak z krawatami, czy okularami. Miał nosa mój ojciec, który tych pierwszych nagromadził może z półtorej setki, a pasują do konfekcji męskiej na wiele okoliczności i dzisiaj.
 
W stylistyce bezpowrotnie ulatniają się jedynie chwilowe wybryki. Na szczęście są dzisiaj swoistymi znakami alarmowymi, przed którymi należy bezwzględnie zakazać dalszych prac.
 
W dizajnie samochodowym również cieszy pielęgnowanie spójności genetycznej kolejnych produktów marki. Czasem, by życie nie wiało nudą, warto wbić szpilę. Tak właśnie postąpił Opel ze swoją Merivą. Te tylne drzwi otwierane w przeciwnym kierunku wreszcie spełniają rolę do jakiej zostały stworzone – by wsiąść wygodnie na tylną kanapę. Już biomechanicy przeanalizowali, że taki układ drzwi gwarantuje o wiele dogodniejszą, a przede wszystkim zdrowszą dla kręgosłupa pozycję przy przeciskaniu się przez ich otwór. Jest naturalnie. Wysiadam z Merivy i nogi z tułowiem czynią swą naturalną sekwencję ruchów, jaką mózg zakodował tuż po otwarciu drzwi u celu podróży.
 
Przesiądźcie się natychmiast na kanapę innego auta. A najlepiej do testów zaproście skarżącego się na korzonki pasażera. Albo matkę, która wsadza dziecko do fotelika.
Recenzja druzgocąca.
 
Jednak twórcy Merivy prochu nie wymyślili. Pewnie pamiętacie ze starych filmów samochody z drzwiami otwieranymi w przeciwnym kierunku.
 
Syrena jeszcze do modelu 104 serwowała takie rozwiązanie. Idąc na drugi kraniec motoryzacyjnej osi – Rolls-Royce proponuje takie rozwiązania do dzisiaj. Płaci się za nie lekko licząc półtora miliona złotych. Model Phantom, czy Ghost to wyznaczniki luksusu na kołach. Pasażerowie ich tylnych kanap, będący najczęściej właścicielami tychże maszyn, chcą wygody i marka im ją gwarantuje od 108 lat.
 
Ponieważ rozmawiamy o kwocie równoważnej cenie trzydziestu Opli Meriva, zejdźmy na ziemię. Prócz szalenie wygodnych do wsiadania i wysiadania drzwi, w tylnym przedziale pasażerskim Merivy jest coś jeszcze dla komfortu. Otóż kiedy podróżuje tam jedna, góra dwie osoby, tylne fotele sprytnie zsuwają się nieco ku środkowi i do tyłu, tworząc tym samym dwa niezależne, oddzielone podłokietnikiem fotele, jak w samolotowej klasie VIP. I coś musi w tym być, bo ów system nazywa się FlexSpace.
 
Mnie zaś kręci jeszcze ten sprytny bagażnik rowerowy FlexFix, który niczym szufladę można wysunąć spod tylnego zderzaka. Rozmyślałem sobie już nie raz, że to idealne rozwiązanie dla tych wszystkich, którzy do pracy dojeżdżąją spoza miasta, a nie lubią stać w korkach. Wjeżdżając do miasta takim zestawem, zatrzymujemy się na pierwszym dogodnym parkingu, wypinamy rower i całą tę motoryzację zostawiamy. I znów historia zatoczyła koło. Na rowery!
 
Tekst: Rafał Radzymiński
Obraz: Joanna Barchetto
Bohaterka sesji – Żaneta Szymańska,
zwyciężczyni konkursu Warmia Style (w magazynie str. 78)