Przed przeczytaniem tego tekstu skontaktuj się z rodziną i znajomymi informując, że być może najbliższe dni spędzisz w Londynie. Oto moje wrażenia z szybkiego wylotu za śmieszne pieniądze.

Przeglądając portal społecznościowy wpadam na selfie znajomego z wystawy Joan Jonas w londyńskim Tate Modern (muzeum sztuki nowoczesnej). Jonas to jedna z najważniejszych artystek video art i performance. Nie raz inspirowałem się jej pracami, realizując własne projekty multimedialne. Szybka decyzja – jadę! Zaglądam na stronę Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury i nie dowierzam. Kupując bilety odpowiednio wcześniej lub w wersji dla odważnych – w ostatniej chwili, można polecieć do Londynu, tam i z powrotem, za niecałe 100 zł.

Do walizki wrzucam polaroida. A do niego tylko cztery wkłady, czyli 40 zdjęć. Przypominacie sobie czasy, gdy jechało się na wakacje z aparatem w którym była klisza z 36 klatkami? Czasem z kilkudniowego wypadu przywożę kilkaset zdjęć. Po powrocie wgrywam je do komputera, później nigdy do nich nie zaglądam.

Pierwszy etap podróży: szynobus z olsztyńskiego dworca kolejowego na lotnisko. Za 10 zł. Otwieram książkę, dwa rozdziały i jestem na miejscu. Kolejne cztery i ląduję na lotnisku w Luton, niecałe 60 km od centrum Londynu. Transport do miasta kosztuje około 70 zł. Kartę Oyster (Transport for London) doładowuję za niecałe 100 zł. Wystarczy mi to na dwa dni jeżdżenia metrem po Londynie. A w nim czeka na mnie nie tylko wystawa Joan Jonas, ale też dziesiątki darmowych atrakcji. Przed wyjazdem warto wpisać w wyszukiwarkę hasło: „150 fantastic free things to do in London”. Wyskoczy strona na której znajdziecie mnóstwo adresów bezpłatnych galerii sztuki i muzeów w których są całoroczne wystawy, a także wydarzenia, koncerty, targowiska, punkty widokowe, „odjechane” parki i kultowe sklepy do których warto zajrzeć choćby po to, by nacieszyć oczy. Trzeba by kilku tygodni, by to wszystko zwiedzić. Ale ja mam tylko dobę. 

Wystawa Joan Jonas jest co prawda płatna, ale w Tate (w holu zadrzyjcie głowę: pod sufitem buja się ogromna lustrzana kula) znajduje się też kilka darmowych ekspozycji. M.in. z obrazami Picassa i Warhola. Na jednej z nich znajduję niesamowitą pracę: lustrzany sześcian. W nim kilka otworów. Patrząc z zewnątrz widzę zamkniętą formę. Zaglądając przez otwór otwiera się świat nieskończoności. Wrażenie niesamowite, szczególnie gdy po chwili odsuwam się od otworu i ponownie widzę sześcian. 

W innej sali próbuję sfotografować ogromną bryłę szkła. Kontempluję przy niej dobrych 10 minut próbując odnaleźć inspirację, która towarzyszyła twórcy obiektu. Bryła waży ponad cztery tony, każdy jej bok ma grubo ponad metr. Szklany monolit. Mój aparat niestety zawodzi, nie mogę wyłączyć flesza. Podchodzi do mnie pracownik muzeum informując, że nie wolno używać flesza. Szybko przechodzimy do dyskusji na temat ludzi odwiedzających Tate. Opowiada, że większość wpada do sali wystawowej, pośpiesznie fotografuje, nagrywa, robi selfie i wybiega. Czasem nawet przez chwilę nie spoglądają na pracę artysty spoza obiektywu czy ekranu smartfona. Przyznaje, że przyglądał mi się dłuższą chwilę, gdy stałem wpatrzony w bryłę szkła. Na koniec rzuca: Do whatever you want: shoot with a flash and touch the exhibits. 

Niestety wszystkie zdjęcia są prześwietlone, więc pozostaje telefon. Wieczorem jadę do Soho. To najbardziej imprezowa część Londynu. Jest poniedziałkowy wieczór, a kluby i bary wypełnione są ludźmi. 

Podczas poprzedniego pobytu odwiedziłem w Londynie bezpłatne wystawy w British Museum, The Science Museum, Design Museum i Natural History Museum. To według mnie absolutne „must see”. Albo artystyczna dzielnica Camden Town. Jedno z najbardziej zakręconych miejsc jakie widziałem. Wśród setek odjechanych sklepów ze sztuką, płytami, odzieżą niezależnych projektantów i kawiarni odnajdziecie pomnik Amy Winehouse, która rozpoczynała karierę w tutejszych klubach. 

Przyznam jednak, że największą bezpłatną atrakcją Londynu jest obserwowanie ludzi tego multikulturowego miasta. Spacerując można spotkać tu wszelkiej maści artystów, jak ten, którego poznałem na moście Millennium Bridge. Będąc tu dwa lata temu zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć mini malunków zrobionych pod stopami przechodniów. Intrygował mnie zamysł ich twórcy. Tym razem, idąc mostem, z daleka zobaczyłem mężczyznę ubrudzonego kolorowymi farbami, klęczącego nad jednym z miniaturowych dzieł. Na początku wchodził w zatargi z policją, oskarżano go o dewastację mienia miasta. – Ale ja nie maluję na moście, tylko na rozdeptanych gumach do żucia – tłumaczy mi. 

Gotowe mini dzieła utwardza żywicą epoksydową, dzięki czemu przetrwają przynajmniej kilka lat. Będąc w Londynie trzeba być czujnym, patrzeć uważnie pod nogi i wysoko w górę, bo miasto potrafi zadziwić w najmniej oczekiwanym momencie. 

Na portalu www.airbnb.pl można znaleźć sporo noclegów w Londynie poniżej 50 zł za dobę. Taniej niż w Olsztynie. Oczywiście kawałek od centrum miasta, w niewielkim pokoju z łóżkiem, ale czego trzeba więcej, by przespać się kilka godzin? Odeśpię w domu. Transfer na lotnisko Stansted, z którego odleciałem na Mazury kosztował (po małych targach z kierowcą) niecałe 50 zł. Na jedzenie w dyskontach wydałem lekko ponad 100 zł. Przed powrotem chciałem skorzystać z jeszcze jednej bezpłatnej superatrakcji Londynu – tarasu widokowego Sky Garden. Trzeba zarezerwować wejście wcześniej przez internet. Widok z 35 piętra budynku pozwala ocenić skalę miasta. W każdą stronę po horyzont widać miejską aglomerację. Jej mieszkańcy lądując w Porcie Lotniczym Olsztyn-Mazury zobaczą po horyzont jeziora i lasy. I terminal portu z niesamowitym dizajnem, którego nie powstydziłby się pewnie Londyn. 

Fajnie tu wrócić. I mieć świadomość, że kiedy przyjdzie nam ochota aby zaszaleć, dwie godziny podróży stąd czeka wielki świat ze wszystkimi jego możliwościami.

Tekst: Michał Bartoszewicz

Obraz: Michał Bartoszewicz, Seraphina Neville, www.visitlondon.com

WARMIA I MAZURY Sp. z o.o.

Port Lotniczy Olsztyn-Mazury

www.mazuryairport.pl