Wystarczy jedno spotkanie z nią, aby rozpocząć proces życiowych zmian. Anna Hajduczenia, bioenergoterapeutka, instruktorka chińskich technik zdrowotnych qigong, przebyła długą drogę, aby odkryć swój potencjał. Dzisiaj pomaga innym leczyć ciało i duszę.

Zrobiło się o niej głośno dwa lata temu, kiedy media obiegła wiadomość, że olsztynianka wyjeżdża do klasztoru Shaolin – słynnej buddyjskiej świątyni w Chinach. Marzyła o tym od lat. I nagle podczas warsztatów medytacyjnych usłyszała słowa, które brzmiały dokładnie jak jej pragnienie: „Będzie kameralna grupa, ćwiczenia qigong (czyt. czikung) od rana do wieczora pod okiem shaolińskich mistrzów. Jedziesz?”. Nie była przygotowana finansowo, ale skoncentrowała się na celu. Opisała na internetowym blogu swój plan. Pieniądze zaczęły spływać z nieba: odszkodowanie za stłuczkę, wsparcie od rodziny, darowizny od ludzi. Pobyt w Shaolinie był taki jak w filmach o sztukach walki: ciężka praktyka ciała i umysłu w upale, od świtu do nocy, przez trzy tygodnie. Chwile zwątpień i momenty błogostanu. A na koniec pochwała od surowego mistrza: „ćwiczcie tak jak ona”.

Ten wyjazd utwierdził mnie, że niemożliwe nie istnieje – przyznaje Anna. – I nawet jeśli wydaje nam się, że nie jesteśmy przygotowani na zmiany, czas pokazuje, że zawirowania i zwroty akcji, to najlepsze co mogło nam się wydarzyć.

Wiedza tajemna interesowała ją od zawsze. W czasach, gdy nie było internetu, wyszukiwała w antykwariatach lektury o energii, medycynie naturalnej, duchowości. 20 lat temu z zajęć aikido trafiła do chińskiego mistrza Liu Zhongchun, który mieszkał i prowadził w Olsztynie zajęcia qigong w stylu „Lecący Żuraw”. To jak medytacja w ruchu, czyli płynne, spokojne ćwiczenia z energią krążącą w ciele człowieka, zwaną w medycynie chińskiej „qi”. Po pierwszych zajęciach poczuła błogi spokój i przypływ energii. Przy regularnych ćwiczeniach połączonych z dietą, problemy z silną alergią, z którymi borykała się od dzieciństwa, odpuściły.

– Każdy organizm ma siłę samouzdrawiania – zapewnia Anna. – Ćwicząc qigong organizm się dotlenia, wraca do równowagi. Ruchy, oddech i koncentracja pobudzają energię zastaną w ciele, pomagają zregenerować się temu, co zaburzone, a człowiek wraca do zdrowia. Qigong był wiedzą tajemną i miał zapewnić długowieczność cesarzowi i arystokracji. Dziś jest dostępny dla osób w każdym wieku i stanie zdrowia.

Kiedy urodziła syna, na kilka lat przerwała ćwiczenia. Wpadła w wir domowych obowiązków i pracy, zaniedbując swoje potrzeby. Aż w momencie kryzysu przypomniała sobie o spokoju, który czuła ćwicząc qigong. Odnalazła mistrza i znów złapała wiatr w żagle. Jeździła na warsztaty i rozwijała się. A z głębi serca dobiegał głos, aby zająć się tym, do czego od dawna czuła powołanie: uzdrawianie, pomoc innym. Trzy lata temu zapisała się do Studium Psychotroniki w Krakowie, zdała państwowy egzamin i zdobyła dyplom czeladnika bioenergoterapii. I żeby uzupełnić wiedzę z anatomii ciała, skończyła szkołę dla opiekunów medycznych.

– Zawsze mówię swoim kursantom, którzy zaczynają ćwiczyć: przygotujcie się na zmiany – tłumaczy. – Energia działa nie tylko na poziomie fizycznym, ale też duchowym. Otwieramy serce. Dojrzewamy do decyzji na które wcześniej nie mieliśmy odwagi. Ostatnio niemal po każdych zajęciach lub sesjach słyszę o małych cudach: odpuściły długotrwałe bóle, zniknęły torbiele, ktoś zmienił pracę, zakończył toksyczną relację, zakochał się, albo po prostu czuje radość, przypływ sił lub rozwija się duchowo. Kiedy zaczynamy życiodajny ruch, zmienia się nasza energia, wibracje. Zaczynamy przyciągać to, czego pragniemy. Sama jestem najlepszym przykładem.

Po powrocie z Shaolin czekały ją kolejne zmiany. Kończyła się umowa po 10 latach pracy w jednej firmie. Mimo lęków o przyszłość, zdobyła się na odwagę, aby zakomunikować szefostwu: czas na zmiany. Jej zawodem stała się pasja: zajęcia qigong i uzdrawiające sesje. Bez rozgłosu i reklamy rozdzwoniły się telefony, również z zagranicy, bo sesje prowadzi też na odległość. Przede wszystkim są to ludzie gotowi odblokować swój potencjał duchowy i fizyczny. Anna prowadzi w Olsztynie zajęcia qigong – wśród nich „Lecący Żuraw” od którego zaczęła się jej transformacja. Ma w portfolio międzynarodowe certyfikaty instruktora qigong i technik uzdrawiania, m.in. tzw. Kronik Akaszy. To pole energii funkcjonujące od wieków w różnych religiach, „baza danych” o człowieku, która uzdrawia, pomaga odkryć naturalne predyspozycje i rozpracować blokady, które sprawiają, że stoimy w miejscu. Anna, jako jedyna osoba z tak niszowej branży w regionie, otrzymała właśnie dotację ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego na własną firmę – „Anahaj – Centrum Samoświadomości”.

– Czasami słyszę, że jestem dobrą czarownicą, która pomaga innym uwierzyć w magię i wprowadzić ją w życie – mówi z uśmiechem. – Przebyłam długą drogę zanim uwierzyłam w swoje możliwości. I wiem, że szczęście możemy odnaleźć tylko w sobie, bo jesteśmy kompletną całością. Wystarczy zaufać swojemu sercu i otworzyć się na nowe. Wszechświat wspiera nasze pragnienia, jeśli tylko mu na to pozwolimy.

Tekst: Beata Waś, obraz: Renata Orlińska

 

KOBIETY Z DOBRĄ AURĄ

Mecenasem cyklu „Kobiety z dobrą aurą” jest Aura Centrum Olsztyna. Dzięki tej współpracy w kolejnych wydaniach magazynu poznacie panie o wyjątkowej charyzmie, inspirujące swoje otoczenie do zmian, rozwoju i działania. To kobiety, które swoimi barwnymi osobowościami wzbogacają damski wymiar Warmii i Mazur. Tak jak i Aura Centrum Olsztyna – ponad 100 punktów handlowych i gastronomicznych oraz nowoczesne Kino Helios.