Warmia i Mazury wytyczyły kurs biznesu, który stanie się kluczowy dla rozwoju regionu w strategii na lata 2015-2020. Koncentrując wsparcie unijne oraz naukowo-badawcze na naszych inteligentnych specjalizacjach, mamy szansę być w nich liderem nie tylko w kraju, ale i na rynkach zagranicznych. To branże podyktowane tradycją oraz walorami krajobrazowymi: żywność wysokiej jakości, specjalizacja drzewno-meblarska oraz szeroko pojęta ekonomia wody – od jakości oferty turystycznej zaczynając, poprzez sporty wodne, a na budowie jachtów kończąc.
Oto sylwetki firm, które przetarły szlak.

Tekst: Beata Waś, Grafika: Agnieszka Tańska

made_in_sylwetki_druk.indd
IMG_5991a

Mrożone z natury

Latem Wojtek sprawdza prognozę pogody kilka razy dziennie. Od aury zależy jakie produkty trafią na warsztat. w upał najwięcej klientów postawi na kwaskowate sorbety. Jeśli będzie chłodniej, trzeba zamówić więcej mleka, jajek i śmietany, które np. są podstawą kultowych lodów „z lat 50.” To hit sprzedaży Pracowni Cukierniczej „Kroczek”, działającej na olsztyńskiej starówce od pięciu sezonów.

Ten prosty śmietankowy smak pobudza wyobraźnię, zwłaszcza wśród starszego pokolenia – mówi o lodach o smaku z lat 50. Wojtek Kroczek, właściciel Pracowni Cukierniczej. – Przy stoisku w kawiarni Starego Ratusza często słyszymy nostalgiczne historie o tym, gdzie robiono najlepsze lody w poprzedniej epoce ustrojowej. Mleko i śmietana z lokalnej mleczarni, jajka z wiejskiej zagrody i cukier – to dowód na to, że starych receptur i tradycyjnego sposobu wytwarzania nie zastąpi produkcja przemysłowa.

Dzień zaczyna o 5 rano od spotkania z dostawcami owoców, warzyw i ziół. Jeśli wypatrzy dorodne maliny – w gablocie zagości ognistoczerwony sorbet, jeśli trafi się pęczek świeżej mięty albo szałwii – powstanie wyrazisty smak cytrynowo-ziołowy. A buraczki, marchew i pietruszka? Lody warzywne o naturalnych, intensywnych kolorach i wartościach odżywczych też mają swoich koneserów. Podobnie jak te z pokrzywy, szczawiu czy piwa.  – Nie ma chyba smaku, który nie znalazłby swoich miłośników. Nawet jeśli powstałyby z cebuli czy ryby, też znajdą się chętni – przekonuje właściciel. – Nie zależy nam na podbijaniu rynku, a na kultywowaniu powojennego, cukierniczego rzemiosła opartego na zaufaniu między lokalnym dostawcą, producentem i klientem.

Pracownia Magdaleny i Wojciecha Kroczków (należy do sieci Dziedzictwa Kulinarnego Warmia, Mazury, Powiśle) to kontynuacja rodzinnej tradycji. Rodzice Magdy (z wykształcenia technologa żywności) od lat 80. prowadzą lodziarnię w Łukcie. A ona, zafascynowana starymi sposobami produkcji, dodatkowo szkoliła się u włoskich cukierników, słynących z kunsztu i sięgania do wiekowych receptur. – Wbrew rynkowym trendom, do produkcji żywności nie potrzeba specjalistycznych maszyn, stabilizatorów, konserwantów i barwników – przekonuje. – Na szczęście coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że warto sięgać po wyroby lokalne, świeże i sezonowe. Nasze lody nie wszystkim smakują, bo natura bywa nieprzewidywalna. Truskawki po deszczu bywają kwaśne, gruszki czasem trafiają się twarde, a mega zdrowa pokrzywa przez wiele osób uznawana jest za chwast.

Stali klienci wracają do stoiska z lodami dwa, trzy razy dziennie. Rotacja trzydziestu smaków gwarantuje za każdym razem nowe doznania. – Unikamy egzotyki, która dostępna jest w sklepach przez cały rok – tłumaczy Wojtek. – Zamiast serwować marakuję, odgrzebujemy zapomniane smaki agrestu czy porzeczek. Jesteśmy autentyczni, nie poprawiamy natury, bierzemy to, co danego dnia nam oferuje. I mamy frajdę z tego, że znajomość rzemiosła pozwala nam w pełni czerpać z tego bogactwa.

made_in_sylwetki_druk.indd
IMG_8299

Na przekór żywiołom

Samotny, dzielny żeglarz plus mały, sześciometrowy jacht wystarczą, aby zdobyć świat. Szymon Kuczyński za sterem Maxusa 22 po 10 miesiącach podróży właśnie dotarł do Australii. I potwierdził, że jacht sygnowany marką Northman z Węgorzewa przetrwa najgorsze oceaniczne zawieruchy.

Rejs „Maxus Solo Around” to próba opłynięcia Ziemi najmniejszym polskim jachtem i jednym z najmniejszych w historii oceanicznego podboju. Przewidywane zakończenie: wiosna 2016. – Jesteśmy w kontakcie z żeglarzem przez telefon satelitarny – mówi Krzysztof Stępniak, założyciel stoczni Northman. – Przeżywamy razem z nim sztormy i trudne momenty. I jesteśmy dumni, że z pomocą jachtu z mazurskiej stoczni udaje mu się wygrywać z oceanicznym żywiołem.

Węgorzewskiej rodzinnej firmie, działającej od kilkunastu lat, udało się podbić światowy rynek. Co roku produkują 100 jachtów żaglowych linii Maxus i motorowych Nexusów, z czego połowa trafia m.in. na wody Ameryki Południowej, Afryki, Japonii, Syberii, Izraela, Francji i Niemiec.

– Swój pierwszy jacht kupiłem w szkole średniej i zacząłem go udoskonalać – wspomina prezes. – Znajomi wyjeżdżali za pracą, a ja zrozumiałem, że dzięki tej branży może nie będę musiał opuszczać regionu. Na budowę swojej pierwszej floty jachtów rodzinnych i regatowych zarobiłem prowadząc zakłady mechaniczne. Dzisiaj każdy z prototypów testuję ze swoimi bliskimi, którzy tak jak ja kochają wodę.

Nawet kryzys pod koniec poprzedniej dekady nie zaszkodził stoczni. Wprowadzali wtedy na rynek jacht żaglowy Maxus 24, który pobił rekordy sprzedaży. Kolejne modele tej linii, projektowane przez cenionego w żeglarskim świecie Jacka Daszkiewicza, zgarniały dziesiątki nagród na targach i regatach. Maxus 26 jako pierwszy polski jacht w takim segmencie zdobył nominację do European Yacht of The Year – prestiżowej nagrody przyznawanej przez dziennikarzy z branży. – Mała rodzinna firma z Polski po raz pierwszy stanęła w szranki z wielkimi koncernami z całego świata. Maxus 26 to przełomowa linia jachtów, do której nabierają zaufania partnerzy, żeglarze i dziennikarze. Zaskoczyliśmy ich jakością i nowatorskimi rozwiązaniami, które otrzymują wysokie noty w testach. Mimo ogromnej konkurencji, rynek czeka na każdy nasz nowy produkt – dodaje prezes.

Klienci z różnych stron świata zlecają węgorzewskiej stoczni specjalne zamówienia. A jej pracownicy dopasowują jachty do ulubionych akwenów, montują grille, klimatyzację w kabinach. Bywają też mniej typowe usługi. Na jachcie zamówionym do Azerbejdżanu, ze względu na nakazy religijne uznawane przez właściciela, urządzenia w toalecie trzeba było przemontować… na lewą stronę. – Najwyższej jakości materiały, profesjonalny park maszynowy, wydzielone strefy produkcyjne i nadzór na każdym etapie spełniają marzenia o wyjątkowej stylistyce jachtu – zapewnia prezes.
– Jego aranżację ogranicza jedynie wyobraźnia użytkownika. Nam, sprawdzonym na oceanicznym żywiole, żadne wyzwania niestraszne.

made_in_sylwetki_druk.indd
1254_2

Fabryka radości

Kiedy rozpoczynają montaż na placu zabaw, asystują im mieszkające w pobliżu dzieci. Powstające konstrukcje sprawiają, że trudno maluchom ustać w miejscu, nie wspominając o niekończących się pytaniach. Ruch jest ich naturalną potrzebą, więc projektanci i konstruktorzy tworzą tak, aby ją zaspokoić.

– Komputery czy elektroniczne gadżety nie zastąpią dzieciom ich naturalnej potrzeby ruchu i odkrywania – twierdzi Sławomir Chmieliński, prezes firmy Novum ze Szczytna.

– Z naszych obserwacji wynika, że im więcej przeszkód, ciasnych tuneli, ruchomych pomostów czy możliwości wspinaczki, tym chętniej się bawią. Dawniej ograniczano się do prostych konstrukcji, teraz tworzymy urządzenia mocno rozbudowane, z użyciem trwałych i bezpiecznych rozwiązań technologicznych i materiałów.
Prezes wie co mówi – z wykształcenia jest nauczycielem, ma za sobą pracę w szkole podstawowej. W latach 80. pojechał do Niemiec i to co tam zobaczył, zainspirowało go do stworzenia firmy.

– U nas place zabaw pełne były jeszcze siermiężnych, smutnych konstrukcji ze stalowych rur, a tam kolorowe urządzenia niczym z bajki – wspomina.
Pierwszym produktem jaki skonstruował z bratem w zakładzie w Gromie był konik na sprężynie. Przez 19 lat działalności firma sprzedała ich ponad 40 tys. i wciąż produkuje. To hit niemal każdego placu zabaw. – Na początku ledwo wyrabialiśmy się z produkcją. „Sprężynowce” sprzedawaliśmy spółdzielniom mieszkaniowym, przedszkolom, szkołom i na publiczne place zabaw – wspomina prezes. – Potem doszły konstrukcje drewniane, stalowe i w konwencji mieszanej. W 2003 roku wydaliśmy katalog kilkuset produktów, który rozesłaliśmy do urzędów miast i gmin w Polsce.

Dzisiaj ten wydawany co roku katalog, grubością przypomina książkę telefoniczną. A w nim baśniowe place zabaw typu zamek, latarnia morska ze zjeżdżalnią czy statek Kolumba. Oddzielna oferta to pomoce edukacyjne i meble szkolne.

Oprócz asortymentu, Novum prezentuje zakupowane w całej Europie artykuły artystyczne, pomoce edukacyjne czy zabawki, które tworzą kompleksową ofertę dla przedszkoli i szkół. Firma ma na koncie m.in. wybudowanie parku z elementami małej architektury w Warszawie na Targówku, w Ełku czy w Nowym Targu. Wyposażenie w urządzenia do zabawy i ćwiczeń na plaży miejskiej w Olsztynie to najbliższa realizacja.

– Produkujemy ponad dwa tysiące artykułów, mamy najbogatszy asortyment urządzeń placów zabaw w Polsce. Jeśli chodzi o ofertę edukacyjną – jesteśmy w pierwszej trójce – mówi prezes. – Nasze produkty trafiają do 17 krajów Europy i Stanów Zjednoczonych.
W świeżo zrewitalizowanym budynku w Szczytnie w październiku firma otworzy ogromne centrum logistyczno-magazynowe z showroomem o kubaturze 40 tys. metrów
sześciennych.

posłuchaj o biznesie na Warmii i Mazurach:
10, 17, 24 września, godz. 10:30, 11:00
15, 22, 29 października, godz. 10:30, 11:00