Pamiętacie film „Olsztyn kontratakuje” w którym monstrualne roboty dewastują ulice miasta, Wysoką Bramę i ratusz? Jego twórca Piotr Baluta stworzył kolejny autorski film, tym razem o kosmitach dewastujących ziemię. 

MADE IN: Od premiery „Olsztyn Kontratakuje” minęło sześć lat. Tyle czasu pracowałeś nad kolejnym autorskim filmem?

Piotr Baluta: Pięć. Choć tak na prawdę to trzy, bo pierwsze dwa lata pracy wyrzuciłem do kosza. Postawiłem sobie poprzeczkę bardzo wysoko i nie byłem zadowolony z efektów, więc niemal wszystko jednym kliknięciem skasowałem. Tak właśnie pracuje się dla samego siebie: bez deadline’u, bez presji, metodą prób i błędów. Pracowałem nad tym zupełnie sam, miałem czas i przestrzeń do eksperymentów. W międzyczasie zrealizowałem też dziesiątki projektów komercyjnych, ponieważ zawodowo również zajmuję się animacją. 

Nad taką produkcją pracuje zwykle zespół specjalistów, a ty tworzysz sam. Zależało ci na pełnej kontroli nad dziełem czy może ciężko było znaleźć kogoś do współpracy?

I jedno, i drugie. W Olsztynie ciężko znaleźć kogoś kto zajmuje się animacją 3D. Poza tym w codziennej pracy zajmuję się głównie animacjami technicznymi, dlatego zależało mi na poznaniu techniki animacji postaci. A to już bardzo zaawansowana wiedza. Otwierasz pusty projekt, a po pięciu latach masz świat, w którym funkcjonują stworzone przez ciebie postacie. Ruszają się, rozmawiają, mają jakieś przygody, emocje. To magiczny proces. Może gdybym nie pracował sam, oszczędziłbym sobie miesięcy pracy? Ale to była cenna nauka. Zresztą zupełnie sam nie byłem, bo w wielu aspektach pomagali mi przyjaciele.

O czym jest „Kosmiczna robota”? 

To moje spojrzenie na inwazję obcych z całkiem innej, zaskakującej perspektywy. Nie chcę zdradzać fabuły, by nie odbierać widzom suspensu, który czeka na nich podczas oglądania filmu. Na razie na YouTube zamieściłem zwiastun. W najbliższym czasie całość będzie można obejrzeć na festiwalach, jestem w trakcie wysyłania zgłoszeń. Film nie jest polskojęzyczny, więc mogę bez ograniczeń pokazywać go za granicą. A kinową premierę będzie miał w jednym z olsztyńskich kin już w listopadzie. 

„Olsztyn kontratakuje” w ciągu pierwszych kilku dni obejrzało na YouTube ponad 100 tys. osób. Co radziłbyś młodym twórcom, którzy chcą tworzyć animacje? 

Przede wszystkim: robić, robić, robić. Nie ma tu drogi na skróty. Gdy ja zaczynałem przygodę z filmami było trudniej, korzystałem z biblii 3ds Max – opasłego, papierowego tomiska. Nie miałem znajomych, których mógłbym podpytać. Dzisiaj w sieci jest pełno samouczków, darmowych i płatnych. Tematyczne fora działają naprawdę prężnie, sam z nich korzystałem przy „Kosmicznej Robocie”. To kopalnia wiedzy, nic tylko siąść i próbować. Cierpliwość jest tu kluczem. Trzeba z pokorą akceptować błędy i próbować dalej.

A czy był taki film, który zainspirował ciebie?

Zdecydowanie Katedra Tomka Bagińskiego. Zawsze siedziałem w tym gatunku, zaczytywałem się w Tolkienie, Sapkowskim, Dukaju. Jak usłyszałem, że ktoś zekranizował Katedrę – nie wierzyłem, wydawało mi się to niemożliwe! A do tego nominacja do Oscara! Do dziś to dla mnie niedościgniony wzór, choć trudno uwierzyć, że Bagiński zrealizował go na komputerze o mniejszej mocy obliczeniowej niż przeciętny smartfon!

Czemu wybrałeś akurat ten gatunek? A może to fantastyka wybrała ciebie? 

Można tak powiedzieć. Uwielbiam ten brak ograniczeń, całkowitą wolność. Nie mogę powiedzieć, że tu, gdzie żyję, jest mi źle, ale lubię czasem oderwać się od rzeczywistości i znaleźć się „dawno, dawno temu w odległej galaktyce”.

Rozmawiała: Ewa Drozda
Obraz: Michał Bartoszewicz, grafika: Piotr Baluta