MĘŻCZYZNA I MASZYNA

Prawdziwe historie o prawdziwej miłości do samochodu

Ojciec niespełna pięcioletniego Krzysztofa Hołowczyca jeździł Wartburgiem 1000. Jako inżynier po wydziale mechanicznym pokazywał mu pod maską obowiązkowe wyposażenie: prądnicę, kolektor, gaźnik, głowicę… Przyszły mistrz Europy powie kiedyś, że właśnie wtedy ojciec rozkochał go w autach i że w wieku pięciu lat rozumiał już zasadę działania samochodu.

Któregoś dnia inż. Hołowczyc przyniósł synowi poster (najpewniej niemiecki) Porsche 911. – Jak zobaczyłem go na zdjęciach, od razu padło mocne postanowienie: że kiedyś takiego dotknę i usłyszę jakie wydaje dźwięki – wspomina dzisiaj „Hołek”. A w wychwytywaniu dźwięków samochodów, zwłaszcza przyspieszających, mistrzem był od małego.

Wspomniany poster z 911-ką zawisł nad biurkiem, obok rajdowych Fiatów. Ale Porsche, które wyprzedzało wtedy epokę, najskuteczniej odciągało też od lekcji. A kiedy wkrótce świat ujrzał najbardziej pożądaną dzisiaj wersję 911-ki, Carrerę RS ze słynną kaczą płetwą na klapie, Hołowczyc zakochał się w nim na zawsze.

Po długich latach, jeżdżąc już w rajdach terenowych, poznał się z miłośnikiem motorsportu Michałem Małuszyńskim, który budował rajdówki i namówił „Hołka” do startu w jednej z nich. Po 2,5-kilometrowej jeździe „na maksa”, silnik… wybuchł. Nie zniósł tempa „Hołka”. Pilot powiedział wtedy: „to moje najwspanialsze 2,5 kilometra w życiu”.

Wkrótce okaże się, że Michał Małuszyński pomoże zrealizować Hołowczycowi samochodowe marzenie życia – zbudować własną Carrerę RS. Wszak ma za sobą zrekonstruowanie kilkudziesięciu klasycznych 911-ek. Ale tym razem chodziło nie o taką prosto ze słynnego rocznika ’73. – Wsiadłem w takiego klasyka, ale to już inny świat. Mnie w zasadzie nigdy nie ciągnęło za kierownicę klasyka, bo zawsze chciałem ujeżdżać najdoskonalsze maszyny w swoim czasie. Dlatego postanowiliśmy zbudować Carrerę RS według naszej recepty: niech łączy piękno tamtych czasów z najnowocześniejszą techniką – wyjaśnia „Hołek”.

Jak jeździ stara Carrera RS z techniką A.D. 2017? Na torze wyścigowym podczas Porsche Driving Experience, pod nogą „Hołka” trzymała tempo najnowszych 911-ek. – Budując to auto i konsultując się z fabryką, bazowaliśmy na moim sportowym doświadczeniu. Prowadzi się genialnie, a każdy znawca Porsche wie, że te stare „jedenastki” nie wybaczały błędów. W tym, ile razy wsiadam, tyle razy pojawia się banan na twarzy. Jest spełnieniem marzeń – dodaje niemal z dziecięcą fascynacją w głosie. Projekt RS w kolorze gulf blue trwał półtora roku. Zostanie u „Hołka” na zawsze, bo – jak podkreśla – chce zatrzymać sobie samochody, które kocha.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Artur Kusto

Bling Factory

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań.