To nie tyle przygoda z folklorem, co sposób na życie. Od pół wieku Zespół Pieśni i Tańca Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego „Kortowo” zaraża pasją, łączy ludzi w pary, pozwala poznawać świat. W tym roku kilka pokoleń tancerzy, śpiewaków i muzyków obchodzi okrągły jubileusz.

Najtrudniejszy jest oberek. Czasem na trzygodzinnej próbie trzeba kilka razy zmieniać mokrą od potu koszulkę. Lachy sądeckie, polonezy, mazurki czy charlestony wymagają nie lada kondycji, dynamiki, poświęcenia. Podobno podczas jednego treningu pokonują tanecznym krokiem trzy kilometry, co daje 250 km w jednym sezonie i 1250 km podczas pięciu lat studiów. Do tego na koncertach występują czasem w kilkunastokilogramowych wełnianych strojach. A mimo to wielu z nich trudno zakończyć przygodę z zespołem nawet kiedy odbierają tytuł magistra UWM. Bo bakcyla folkloru, zespołowej zażyłości i wspólnych przeżyć, nie da się łatwo zapomnieć.

– To pasja, której podporządkowujemy cały nasz świat – tłumaczy Alicja Wojciechowska, studentka pedagogiki, od siedmiu lat tancerka i instruktorka w zespole „Kortowo”. – Nie tylko tańczymy razem, ale też spędzamy wolny czas, czasem mieszkamy, łączymy się w pary. Jesteśmy jak wielka rodzina, która przez lata dzieli radość i łzy.

A tych nie brakuje podczas wyjazdów w najdalsze zakątki świata. Zespół odbył około 100 podróży do 37 krajów, skąd przywieźli nie tylko liczne nagrody, ale przede wszystkim wspomnienia i przygody. – A to kogoś zostawimy w trakcie przerwy na rozprostowanie kości, a to para podczas wirowania spada ze zbyt małej sceny, albo ktoś zapomni elementu stroju, jak choćby pasa do spodni z epoki Księstwa Warszawskiego. Panowie naprędce zrobili klamrę z puszki po napoju i wyklepali w niej orła – podaje przykłady Ewa Kokoszko, kierownik i choreograf zespołu związana z nim od 24 lat. – Mamy w historii oświadczyny na scenie, wiele sformalizowanych związków. I już drugie pokolenie tancerzy w zespole.

80-osobowa artystyczna wizytówka olsztyńskiej uczelni ma w repertuarze kilkadziesiąt tańców narodowych, pieśni i tańce ludowe z terenów prawie całej Polski, a także folklor przedwojennej Warszawy. Jako pierwszy zespół folklorystyczny w Polsce wprowadzili też przeboje lat 60. i 70., m.in. słynnych Filipinek.

– Publiczność zawsze entuzjastycznie reaguje na Biwata – taniec warmiński z szarfami o efektownym układzie, który od lat 70. jest elementem prawie każdego koncertu – tłumaczy kierowniczka. – Ale świetnie przyjęły się też bardziej współczesne formy, które kojarzą się starszemu pokoleniu z młodością. Nasze koncerty to podróż w czasie i przestrzeni. I pod każdą szerokością geograficzną potrafią wzbudzić wzruszenie na widowni, które często udziela się artystom na scenie.

Alicja dodaje: – Za kulisami chyba największą „chemię” czujemy z zespołami krajów bałkańskich, albo Ameryki Łacińskiej. Ale „Szła dzieweczka do laseczka” czy „Trojaka” uczyliśmy już kilkadziesiąt narodowości ze wszystkich stron świata.

Przyjaźń członków zespołu pozostaje na lata. Tworzą internetowe grupy, pojawiają się na festiwalach na których gości „Kortowo” oraz jubileuszach. Na jesienne koncerty z okazji 50-lecia zapowiedzieli się „oldboye” z różnych stron Polski, ale też m.in. Stanów Zjednoczonych.

– Na corocznych naborach do zespołu pojawiają się głównie amatorzy, którzy nie mieli kontaktu ze sceną – tłumaczy Ewa Kokoszko. – Często wystarczy jednak odrobina talentu i zapału aby dać się na dobre wciągnąć do świata widowiskowego polskiego folkloru, może póki co, bardziej cenionego za granicą niż w kraju. To nie tylko odskocznia od coraz szybszego tempa życia i wszechobecnej komercji. Kiedyś był częścią codzienności – łączył ludzi w trudnych momentach, podkreślał podniosłe chwile. I te emocje wciąż w sobie niesie. To dźwięki, które uzdrawiają duszę.

Tekst: Beata Waś

Obraz: Krystyna Janusz, arch. Kortowa