Po światowym sukcesie modelu RX, Lexus zszedł do segmentu niżej z modelem NX. Znów sukces. Więc dlaczego schodząc jeszcze niżej z modelem UX sytuacja nie miałaby się potworzyć?

Trzeba być zupełnie nie wrażliwym na piękno detali, by nie dostrzec zwieńczenia deski rozdzielczej inspirowanej fakturą papieru „washi”. Znacie go pewnie z niejednego filmu na którym pojawiają się tradycyjne japońskie drzwi przesuwne. W Lexusie UX nic tym kokpitem nie przesuniecie, ale idę o zakład, że każdy go zechce dotknąć.

Lexus w detalach jest naprawdę niezły. Np. model UX w najbardziej wyrafinowanej odmianie Omotenashi ma bezprzewodowo (za pomocą indukcji) zasilane oświetlenie LED wkomponowane w… regulator nawiewów. Przecież w każdym innym aucie to jest kawałek plastiku, nawet gdyby miał udawać szlachetne aluminium. Albo weźmy szwy na fotelach. Nie są to jakieś zwykłe maszynowe szwy, a te, które nawiązują do japońskiej tradycji szycia strojów judo. 

Lexusy lubię za ciszę w czasie jazdy. Właśnie tłumaczyłem swojemu pasażerowi, że ten brak hałasu, lekkość prowadzenia oraz sposób pokonywania niedoskonałości drogi przekładają się na relaks za kierownicą. 

Nie wiem jak to wygląda z punktu widzenia innych miejsc w kabinie, ale w Lexusach zawsze chcę siedzieć za sterami. Miejsce pracy kierowcy w UX jest podciągnięte pod jego intuicyjne nawyki. Jeśli chcesz włączyć np. bieg wsteczny, joystick już leży ci w dłoni. Niby we wszystkich samochodach jest niemal w tym samym miejscu, ale precyzja podsunięcia go pod naturalne ułożenie dłoni jest tu mistrzowska. 

Twórcom UX-a zależało na stworzeniu crossovera, który prowadziłby się jak najlepsze kompakty. Ma więc dedykowaną nową platformę i układ jezdny, zaś konstrukcję poszczególnych komponentów nadwozia tak zaprojektowaną (wiele z nich jest z aluminium), by maksymalnie nisko osadzić środek ciężkości. I udało się – jest położony najniżej spośród kompaktowych SUV-ów. Jeśli komuś parametr pomoże pobudzić wyobraźnię, to znajduje się on 60 cm nad powierzchnią ziemi. 

A położenie środka ciężkości również decyduje o przyjemności prowadzenia, zwłaszcza kiedy trzeba pracować kierownicą.

Lexus nie daje wielkiego wyboru w jednostkach napędowych, bo jedynie dwa, choć dla mnie i tak o połowę za dużo. Powinien zostać ten z hybrydowym układem, który na klapie bagażnika ma symbol 250h. Obydwa zresztą mają pod maską dwulitrowe benzynówki, ale tutaj, dzięki wspomaganiu 109-konnego silnika elektrycznego, dostajemy właśnie tę „lexusowską” lekkość jazdy. Co ciekawe, hybrydową odmianę można mieć z napędem przednim, bądź jako E-FOUR, w której niewielki silnik elektryczny napędza też tylną oś. 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Lexus

Lexus UX 200 – cena od 153 000 zł
(cena promocyjna 139 900 zł)
Lexus UX 250h – cena od 166 000 zł
Lexus UX 250h E-FOUR – cena od 173 000 zł

Toyota Mir-Wit
Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 11
www.toyota-olsztyn.pl