W 1982 roku Zdzisław Raczko kupił w Olsztynie z ogłoszenia sześcioletniego Fiata 125p w kolorze kawy z mlekiem. Wóz w niezłej kondycji służył równo 20 lat, zaliczając jeszcze w 2002 roku wyjazd na wesele chrześniaczki do Łodzi.

W tym samym roku bowiem w rodzinie pojawiło się nowoczesne Daewoo Espero z bajerami, których siłą rzeczy Fiat nie mógł mieć. Jego epoka skończyła się, więc stanął na letniskowej działce za miastem i dostał od zżytej z nim rodziny ksywę „dziadek”. Pojawił się nawet kupiec na „dziadka”, ale oferta 1000 zł kontra oczekiwania właściciela 1500 zł, nie doprowadziły do podpisania umowy. Fiatem zainteresowali się też miejscowi złodzieje plądrujący okoliczne działki. Rozbili w nim szklany szyberdach, by dostać się do środka. Ukradli trzy koła. Czwartego nie odkręcili – było zapieczone. I tak Fiat został. 

W 2006 roku Zdzisław trafił na stół operacyjny – konieczny przeszczep zastawki aortalnej. A po chwili powtórna operacja z powodu niepokojących komplikacji. Dzisiaj, tryskający humorem pacjent mówi, że wywinął się wtedy „kosie”. – Kiedy pierwszy raz przyjechałem na działkę i popatrzyłem na tego zniszczonego Fiata, powiedziałem do niego: jeśli ja mam darowane życie, to i ty będziesz miał darowane – wspomina Zdzisław Raczko.

Pomysłem na „dziadka” zaskoczył nawet rodzinę – zbuduje z niego replikę rajdowego Fiata 125 Monte Carlo, którym ścigali się mistrzowie kierownicy lat 70.: Mucha, Stawowiak czy Ciecieżyński.

Poszedł na rentę, więc miał czas. W genach i rękach zaś smykałkę do techniki. Całe wujostwo Zdzisława to arcytalenty mechaniki. Sam wcale nie gorszy. Już na początku lat 70. przy ul. Jagiellońskiej żył klimatem garaży, motocykli i rajdówek Henia Ziemskiego, olsztyńskiego mistrza kierownicy. 

Zdzisław w cztery lata uzbierał niezbędne części (serce, czyli dwuwałkowy sportowy silnik Fiata, zresztą z uszkodzonym tłokiem, kupił u kolekcjonera polskich aut w Wieliczce, który sprzedał tylko dlatego, że zobaczył kolejnego pasjonata). Ponieważ rodzina przystała na pomysł, więc i finanse na remont mogły płynąć szerszym strumieniem. 

Żona Janka o decyzji męża: – Nie można komuś zabronić pasji.

Zdzisław o decyzji żony: – Żeby Fiata nie kochała i nie była wyrozumiała, to by się finansowo nie udał ten mój pomysł.

Zastrzegł, że od jesieni do wiosny będzie siedział w garażu. Tak było przez trzy sezony. Żona donosiła kawę i bułki, a on obiecał, że przesiąknięte olejem ciuchy będzie zdejmował już w progu.

Wszystko, od blacharki po mechanikę robił sam z pomocą bratanków: Rafała, Maćka i Jacka. Kiedy przygotowali auto do malowania i przewieźli do lakierni w zaprzyjaźnionym serwisie Skody, złodzieje kompletnie okradli garaż ze wszystkich narzędzi i urządzeń. Załamał się i Zdzisiek, i cała rodzina.

W 2013 roku gotowy projekt, z żółtym lakierem z rajdowym malowaniem Monte Carlo, klatką rajdową i profesjonalnie dostosowanym wnętrzem, ujrzał światło dzienne. Zdzisław nie darował – od razu wystartował nim w Rajdzie 1001 Jezior dedykowanym historycznym rajdówkom. Na pilota wziął bratanka Rafała Raczko. Pierwszy raz w życiu pojechali w prawdziwym rajdzie i zajęli trzecie miejsce w klasie do 1600 ccm.

Zdzisław rozkręcił się. Części uzbierał tyle, że nawet po głowie chodził mu pomysł na zbudowanie kolejnej repliki, ale studzi się już sam: – Wszystko byłoby dobrze, gdyby tak dało się pesel powstrzymać – kwituje. 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Bling Factory

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań.

Bling Factory

Olsztyn, ul. Lubelska 43i

www.blingfactory.pl