Polacy uwielbiają kuchnię włoską. I choć lokali serwujących ją nie brakuje, ten jest wyjątkowy. Restauracja „Tyszkiewicz” to namiastka prawdziwej Italii w Olsztynie, bo tworzona przez Włochów.

Ten, kto był we Włoszech wie, że aperitivo, to obowiązkowy punkt rozkładu dnia, od Mediolanu po Palermo. Późne popołudnie z kieliszkiem prosecco, pomarańczowym Spritzem, podawanym z lodem i plasterkiem pomarańczy, albo chociaż piccola birra – znaczy, małe piwo. Do tego darmowy bufet przekąsek – pizza, oliwki, bruschetta z pomidorami, kanapki zwane panini, a nawet makaron na zimno. We włoskim barze czy restauracji nikt nie jest anonimowy. Właściciel zazwyczaj dba o to, aby każdy klient poczuł się jak w domu. Podobnie jest w restauracji i cukierni włoskiej „Tyszkiewicz”, która w czerwcu rozpoczęła działalność na olsztyńskiej starówce. Beata, mieszkająca we Włoszech od prawie 20 lat i jej wspólnik Luca z toskańskiego Prato, przenieśli tu i włoską kuchnię, i atmosferę. No i codziennie czekają na gości z aperitivo „na bogato”.

– Zimą po raz pierwszy pojawiłem się w Olsztynie – tłumaczy Luca Baldi, związany we Włoszech z branżą filmową. – Zafascynowało mnie to chilloutowe miasto zatopione w przyrodzie. Skomplikowana historia, gotyckie zabytki – oczami wyobraźni zobaczyłem tło do filmowych produkcji. Spodobało mi się to, że lokale są otwarte od rana do wieczora, bez przerw na sjestę. Pomyślałem, że restauracja może być bazą do organizowania pokazów filmowych, wieczorków przy muzyce i kulturowej wymiany.

Beata przez wiele lat pracowała w toskańskim gospodarstwie agroturystycznym. Stamtąd wyniosła wiedzę, że nawet najprostsza potrawa obroni się, jeśli użyje się do niej produktów najwyższej jakości. Oliwa i ocet balsamiczny od sprawdzonych producentów, sery, wędliny czy makaron „artigianale”, czyli produkowane w małych, rodzinnych manufakturach. Takich składników używają w swojej kuchni, gdzie rządzi kucharz Alessio i cukiernik Hamza – doświadczeni w kulinarnej branży Włosi.

– Nie mamy wielu dań, ale przygotowujemy je na bieżąco, niczego nie gotujemy na zapas – tłumaczy pochodząca z Warmii Beata Tyszkiewicz. – Tak jak we Włoszech, wyznajemy zasadę, że lepiej mało, a dobrze. Dlatego wystartowaliśmy bez typowego menu. Z każdym klientem rozmawiam indywidualnie o tym, na co ma ochotę i doradzam potrawę. A kucharz jest elastyczny. Dla wegetarianina przygotuje makaron z warzywami i serem, a jak ktoś chce „konkret”, dostanie sztukę mięsa. Polakom jednak trudno przekonać się do takiej formuły, więc wprowadzimy też stałe dania. A wśród nich pasta czyli makaron z gorgonzolą i orzechami, z tuńczykiem i sosem pomidorowym, lazania albo ravioli – małe nadziewane pierożki. A po obiedzie, nawet jeśli nie czujecie głodu, warto spróbować deseru. Takiego tiramisu, torcika cytrynowego, bezy czy sycylijskich cannoli z serkiem ricotta, nie znajdziecie w żadnym lokalu. Lody z włoskiej słynnej firmy Bindi, a intensywna w smaku kawa to marka Segafredo.

– Pieczemy ciasta w nocy, aby rano zacząć dzień kawą i słodkim rogalikiem – tak jak na Półwyspie Apenińskim – mówi Luca. – I choć Polacy wolą jeść śniadania w domu, wpadają do nas na „poprawkę”.

Włoskie restauracje i skromniejsze trattorie, stawiają bardziej na treść, niż formę. Olsztyński lokal urządzony prosto, bez zadęcia, ma część kawiarnianą na werandzie z widokiem na Łynę i dużą salę biesiadną na piętrze, gdzie organizowane są spotkania rodzinne i firmowe. W tle często można usłyszeć przeboje rodem z San Remo. A przede wszystkim gromki głos właściciela, który łatwo nawiązuje kontakt z każdym klientem, mimo nieznajomości języka polskiego. Jeśli więc przechodząc przez ul. Kołłątaja usłyszycie głośne pozdrowienie „Ciao Italia!”, nie odwracajcie się na pięcie. Warto zajść do lokalu i spróbować kawałka włoskiego świata. Bo tam nawet najprostszy posiłek czy kieliszek wina, zamienia się w celebrację „tu i teraz”.

Tekst: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz

Cukiernia i Restauracja Włoska „Tyszkiewicz”

Olszyn, ul. Kołłątaja 15

fb.com/Cukiernia-Restauracja-Wloska-Tyszkiewicz