Co można zrobić w 45 sekund? Przerzucić kilka kanałów w TV, zaciągnąć się trzy razy papierosem, albo przebiec 400 metrów z trzecim rezultatem w historii polskiej lekkoatletyki. Kacper Kozłowski walczy tak samo o wynik jak i o znalezienie czasu dla rodziny.

Czterysta metrów – niby niedużo. Ale żeby przebiec je w glorii i chwale trzeba miesięcy pracy i wyrzeczeń. A raczej lat, bo przez ostatnich 17, olsztyński sprinter Kacper Kozłowski wciąż jest w biegu. Na liczniku ma co najmniej długość ziemskiego równika, a w pokaźnej kolekcji medali brąz z mistrzostw świata w Osace z 2007 roku w sztafecie 4×400 metrów. Właśnie zaczyna najtrudniejszy sezon w życiu. Po pierwsze – dużo wydarzeń sportowych, po drugie – narodziny syna.

– Mam trochę „stresa”, że coś mnie w tym roku ominie, ale i podwójną motywację, żeby walczyć – przyznaje Kacper. – Wiedzieliśmy z żoną, na co się piszemy.

Dominika, żona Kacpra, nie narzeka, choć jej życie przypomina los żony marynarza. Męża widzi średnio cztery miesiące w roku. Słyszeć go przez telefon też nie zawsze się uda – bo inna strefa czasowa. Pozostaje kibicować mu przed telewizorem albo czuwać na skype. A jak już wraca do domu, rozłożona walizka nie znika z przedpokoju. Szkoda czasu na drobiazgi, bo każde, zazwyczaj krótkie spotkanie małżonków, to święto. – Poza moją pracą, nie rozstajemy się na krok, wszystko robimy razem – opisuje Dominika. – Trenujemy, załatwiamy sprawy, gotujemy – no, może ja bardziej asystuję, bo to Kacper jest mistrzem w kuchni. Widząc się przez jedną trzecią roku, nadrabiamy stracony czas. Taki związek ma dobre strony: nie ma czasu na kłótnie, nudę, rutynę. Każdą minutę spędzoną wspólnie, wykorzystujemy najlepiej jak się da.

No i wykorzystali – poród w maju.
Kacper przegląda grafik: – W lutym będę na halowych mistrzostwach Polski, w marcu na halowych mistrzostwach świata w Sopocie. W kwietniu czekają mnie intensywne treningi przed zawodami na Bahama. Mam nadzieję, że żona wytrzyma i zdążę wesprzeć ją przy porodzie. A wtedy na pewno dam z siebie wszystko na lipcowych mistrzostwach Polski w Szczecinie i sierpniowych mistrzostwach Europy w Zurychu.

Jak się pracuje na sukces w lekkoatletyce? Minimalna codzienna dawka to kilkanaście kilometrów biegiem i przerzucenie kilku ton żelastwa na siłowni. W tak intensywnym sezonie sprinterskim nie ma nawet jednego dnia laby. Nad kondycją Kacpra podczas obozów sportowych i zawodów czuwa trener, prywatnie jego tata.

– Resztę rodziny noszę w sercu i”¦ portfelu – przyznaje sprinter. – Do zdjęcia żony dołączyłem ostatnio fotkę USG naszego synka. To najlepszy talizman.

Kacper marzy o pobiciu „brązowego” wyniku z 2010 roku na 400 metrów
– 45,24 sekundy. Ale jeśli się nie uda? Ma furtkę na życie poza bieżnią – w tzw. międzyczasie skończył zootechnikę na UWM, jest też żołnierzem marynarki
wojennej w Gdyni.
– Jeśli zostanie niedosyt sportu w rodzinie, syn przejmie pałeczkę – kwituje.

Tekst: Beata Waś
Obraz: Joanna Barchetto