Zmęczeni wielkomiejskim pędem szukają ukojenia blisko natury. A bliżej niż tu się nie da. Adres? Najwyższy świerk na posesji.

Nasz domek na drzewie jest w zasadzie na dwóch drzewach i to nie byle jakich, bo na potężnych świerkach, które pamiętają, jak tę mazurską ziemię orał jeszcze Niemiec – z humorem opowiadają Agnieszka i Marek Nowiccy, właściciele siedliska Modry Ganek i domku na drzewie Dr Świerk. – To nie jest taki domek na drzewie tylko z nazwy, który stoi sobie stabilnie na słupach, a z tarasu wystaje mu wątła brzózka. Zbudowanie domku na drzewie było naszym wielkim marzeniem, a że nie lubimy półśrodków, realizacja musiała równać do najlepszych.

Dr Świerk jest częścią większej układanki. – Oboje wychowaliśmy się w mieście. Marek był typowym blokersem, a ja, choć wychowałam się w domu, wiedziałam co najwyżej jak skosić trawnik, więc cała rodzina, słysząc o naszych pomysłach życia na wsi, mówiła, że nie damy rady – wspomina Agnieszka. – Ale chcieliśmy żyć poza miastem, blisko natury. Mieć dom pełen gości. I tak narodził się pomysł kupna starego siedliska, w którym poza naszym miejscem do życia powstałyby też pokoje dla gości. Uwielbiamy ich przyjmować, gościć, karmić.

Kupili poniemieckie siedlisko nieopodal Grunwaldu, stan agonalny. – Niezamieszkały dom wymagał ogromu wyobraźni, by dostrzec w nim piękno, ale gdy zobaczyliśmy te pagórki, które tworzą kameralny klimat, to mimo że nie byliśmy przygotowani na podpisanie umowy, spisaliśmy ją na kawałku starej koperty, którą znaleźliśmy w środku – opowiadają.

Przeprowadzili się tu, ale pierwsze pół roku mieszkali w… przyczepie kempingowej, z małym dzieckiem i dwoma kotami. Na remont mieli mały budżet, za to dużo pomysłów, zaradności i kreatywności.

Na parterze przedwojennego domu postało ich miejsce do życia, na poddaszu dwa apartamenty dla gości. Siedlisko nazwali Modry Ganek. Gdy okazało się, że w sezonie letnim pokoje są stale wynajęte, postanowili wybudować domek na solidnym świerku, który stoi kilkanaście metrów za domem, w starym sadzie. – Jeśli szukacie glampingu w środku dżungli to nie u nas, ale jeśli lubicie ciekawie pomieszkać, a przy okazji usiąść do suto zastawionego stołu, spróbować nowych smaków i pogawędzić z gospodarzem o zakwasie żytnim, to zapraszamy – mówią zgodnie Agnieszka i Marek. – Domek wykończyliśmy w większości z materiałów z recyklingu, tygodniami szlifując i malując stare meble, deski i okna. Natomiast wszystkie sprzęty są nowe i z wyższej półki, by zapewniły wygodę i bezpieczeństwo.

Na 10 mkw. podstawy znajduje się salonik, aneks kuchenny i łazienka z prysznicem. Sypialnia jest na antresoli. Jest i ogrzewanie, i klimatyzacja. Drugie tyle powierzchni ma taras osłonięty konarami potężnych świerków. – Gdy zawieje, domek lekko kołysze się razem z drzewami, na których jest posadowiony. Możecie być pewni, że śpiew ptaków i delikatne kołysanie drzewa zupełnie nie chcą się znudzić. Można tak siedzieć i słuchać, wąchać i patrzeć naprawdę całymi dniami – zapewniają właściciele.

Do momentu, gdy z kuchni ich domu nie dolecą zapachy wegetariańskich potraw. – My po prostu lubimy smacznie i zdrowo zjeść, a skoro gościom też smakuje, to jak tu się nie podzielić? Latem nakrywamy do stołu w starej stodole przerobionej na kuchnię. Jeśli jest chłodno, przynosimy koszyczek z posiłkiem na drzewo. Do gotowania wykorzystujemy w większości własne plony i produkty od sąsiadów: mleko, sery, masło, twaróg. Pieczemy własny chleb. Ponieważ zapraszamy gości do swojego domu, otrzymują oni na talerzach dokładnie to samo co my i nasze dzieci. Uwielbiamy taki styl życia, bo nie musimy zbyt często opuszczać wsi – argumentują.

Tekst: Michał Bartoszewicz

Obraz: Michał Bartoszewicz, Ada Maksim

Niezwykłych miejsc Warmii i Mazur szukamy z pokładu luksusowej Skody Superb z 200-konnym silnikiem TDI (więcej o modelu na polbisauto.pl oraz madeinwm.pl)