Zbierają dzikie rośliny, a potem robią z nich naturalne przetwory. Mazurskie Słoiki robią furorę, bo chcemy być blisko natury, ale też wspierać etyczne biznesy. Oto historia, jak dużo pasji może pomieścić jeden mały słoiczek.

Płatki róży ucierane z cukrem, przecier z owoców rokitnika, syrop z kwiatostanu i młodych pędów sosny, albo syrop malinowy – te nazwy brzmią jakby wymyślał je najlepszy marketingowiec. Tymczasem opisują skład Mazurskich Słoików. Czysty, prosty i uczciwy. Tak jak zasady na których opiera się działanie spółdzielni socjalnej, która je wytwarza.

Mazurskie Słoiki to marka coraz bardziej znana nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Ich wizytówką są przetwory z ziół i roślin dziko rosnących. – Przetwarzamy wszystko co można zebrać z natury – mówi Piotr Stobniak, jeden z założycieli Spółdzielni Socjalnej Negocjator z Liksajn. Nazwa groźna, bo początkowo mieli zajmować się negocjacjami i pośrednictwem między małymi wytwórcami, a dużymi odbiorcami. Ale że z wytwórcami był problem, a spółdzielcy mieli już pierwsze zamówienia na produkty, sami musieli się wziąć za organizację zbiorów i wekowania Mazurskich Słoików.

Rośliny dziko rosnące mają tą zaletę, że nie trzeba ich uprawiać – wystarczy zebrać. Dba o nie sama natura i robi to w najbardziej troskliwy i ekologiczny sposób. – Naszymi zbieraczami mogą zostać ludzie, którzy nie mają zupełnie nic: ani ziemi, ani sprzętu. Za to z wiedzą gdzie znaleźć te darmowe surowce – podkreśla Piotr.

Spółdzielnia zajmuje się organizacją i skupem zbiorów. Czasami są to np. maliny z opuszczonych plantacji czy jabłka ze zdziczałych sadów. Trafiają się miejsca w których poszukiwanych roślin jest zatrzęsienie: polany pełne leśnych poziomek, zagłębie dzikiego bzu i płatków róż. Dotąd te surowce nie były w ogóle wykorzystywane, ale po ustaleniu na nie uczciwej ceny, można pozyskiwać je w potężnych ilościach. Np. w zeszłym roku Mazurskie Słoiki skupiły pięć ton samych… płatków dzikiej róży.

Zebrane produkty trafiają do pań, które zajmują się robieniem przetworów. Zwykle angaż na stanowisko przetwórcy odbywa się przez degustację domowych weków kandydatki. Bywa, że niemal wszystkie gospodynie we wsi uczestniczą w procesie produkcji Mazurskich Słoików, jedne – zbierając surowce, inne – gotując. – Przepis jest jeden i staramy się go trzymać. Natomiast nie standaryzujemy produktów, dlatego słoik od Zosi, może się różnić od słoika Doroty – zaznacza Piotr Stobniak. – Jeśli chcielibyśmy zachować pełną powtarzalność produktu, to nie będzie on już w pełni naturalny.

Przepisy na nowe Mazurskie Słoiki wymyśla Jakub Babicki, współtwórca spółdzielni Negocjator, a przede wszystkim zielarz, który rozumie rośliny i z nimi rozmawia. Prototypy przetworów powstają w Inkubatorze Przetwórstwa Spożywczego w Liksajnach. Następnie Mazurski Słoik według nowej receptury jest poddawany „testowi kciuka”. – Dajemy je naszym dzieciom do spróbowania. Kciuk w górę oznacza, że jest ok. Ale bywa też kciuk w bok, a nawet w dół – objaśnia Piotr. – Po uzyskaniu akceptacji siadam z ołówkiem i liczę czy wytwarzanie takiego produktu ma ekonomiczny sens.

Nie wszystko trafia do produkcji. Taki los spotkał m.in. konfiturę z poziomek leśnych z miodem. Głównie dlatego, że Spółdzielnia Socjalna Negocjator stosuje zasadę solidarnej ceny, tzn. każdy uczestnik procesu produkcyjnego i sprzedażowego zarabia tyle samo.

Solidarna cena składa się z pięciu grup: wynagrodzenie dostawcy surowca, wynagrodzenie przetwórcy, koszty obce, marża hurtowa i marża detaliczna punktu sprzedaży. Jak to wygląda w praktyce? Załóżmy, że słoik konfitury z płatków dzikiej róży 900 ml na sklepowej półce kosztuje 30 zł. Oznacza to, że 6 zł otrzymuje zbieracz płatków, 6 zł gospodyni, która smaży konfitury, 6 zł idzie na zorganizowanie skupu i inne tego typu koszty, 6 zł dostaje spółdzielnia socjalna i 6 zł zarabia sklepikarz. Oczywiście cena ostateczna może być wyższa, ale oznacza to, że każda grupa musi zarobić więcej.

Po zastosowaniu solidarnej ceny, 300 ml słoiczek konfitury z poziomek leśnych z miodem kosztowałby ponad 20 zł. Cóż – poziomki leśne to teraz rzadkość, więc kilogram tych owoców kosztuje 40 zł. – Nasz produkt musi super smakować, ale ponieważ jesteśmy przedsiębiorstwem społecznym, liczy się też wartość dodana. U nas to solidarny sposób naliczania ceny – podkreśla Piotr Stobniak.

Niedawno, dzięki współpracy z Łukaszem Karolem Uliaszem, asortyment Mazurskich Słoików poszerzył się o kosmetyki pszczele. Maści na bazie miodu, pierzgi i pyłku według jego receptur są tak naturalne, że można się nimi smarować, ale jeśli ktoś by je zjadł, to nie zaszkodzą. Taki test na sobie przeprowadził sam Uliasz.

Kolejny etap rozwoju Spółdzielni Socjalnej Negocjator to mobilne przetwórnie. Małe kuchnie na bazie kontenera można zainstalować wszędzie, byleby był dostęp do wody i prądu. Dzięki nim jeszcze bardziej skróci się czas od zebrania aromatycznych surowców, do zamknięcia ich w Mazurskich Słoikach. I jeszcze jedno – aż 12 zł (6 zł dla zbieracza i 6 zł dla przetwórcy) z przykładowego słoika konfitury z róży, zostanie tam, gdzie ona rośnie. Czyli często u ludzi, którzy do tej pory zmuszeni byli żyć w biedzie i z zasiłków, a teraz mogą godnie zarabiać pracą swoich rąk.

Tekst: Magdalena Brzezińska, obraz: Michał Bartoszewicz

Chcesz spróbować Mazurskich Słoików? 

Wszystkie smaki dostępne są w „Pijalni ziół i mieszanek ziołowych”,
Skansen w Olsztynku, ul. Leśna 23

tel. 514 176 398