Kiedy odbierałem kluczyki od pierwszej elektrycznej Mazdy MX-30 i przypomniano mi, że mogę jeździć buspasami i nie muszę płacić za parkowanie w centrum, dotarło do mnie że o elektrycznym samochodzie trzeba myśleć dzisiaj, a nie w przyszłości.

Premier Boris Johnson może i do fryzury nie przykłada wagi, ale Wielką Brytanię z troską ma wprowadzić na zielony pokład. Właśnie zakomunikował, że od 2030 roku jego kraj nie będzie rejestrował już nowych aut spalinowych, a pięć lat później nawet i hybryd. W grze zostaną „elektryki”. Prekursor?

W siedzibie Mazdy musiano otwierać szampany. W setną rocznicę powstania ta zacna japońska marki promuje swój pierwszy globalny w pełni elektryczny model MX-30. 

Mieliśmy okazję dosiąść tej japońskiej myśli. Nie mam na względzie jedynie tej technicznej, ale też i filozoficzną. W Maździe bowiem to ważny pierwiastek budowy aut.

MX-30 jest zaskakująco inna od przyjętych standardów – ze wszech miar pozytywnie. I nie chodzi tu o same tylne drzwi (Mazda określa je freestylowe), które otwierają się „pod prąd”. Swoją drogą w elektrycznym aucie to i słuszne określenie. Wnętrze imponuje stylem jego wykonania, od projektu, po materiały. Aż 20 proc. tapicerki pochodzi ze starannie przerobionych surowców recyklingowych, np. łudząco przypominające filc obicia drzwi to przetworzone… butelki PET. W siedzeniach też są podobne materiały, zaś w miejscu naturalnej skóry jest ta wegańska i to bez chemicznych preparatów. Pięknie skomponowany kokpit centralny wygląda jakby pływał w powietrzu i jest wyłożony prawdziwym korkiem. Ten miły w dotyku, ale i dla oka surowiec pełni tu też rolę pewnego symbolu. Otóż 100 lat temu Mazda zaczynała również od produkowania wyrobów z korkowca. Panele w MX-30 pochodzą z odpadowej produkcji korków do butelek od wina.

No i w to wszystko wpleciona jest supertechnologia z wyposażeniem takim, że żaden samochód elektryczny nawet sporo droższy, nie posiada seryjnie. Poprzeczka wisi wysoko.

Siedząc za kierownicą od razu dostrzegasz prędkościomierz wyskalowany do 160. Pytasz sam siebie: jest w milach? Nie, nie. Mazda skonstruowała model MX-30 z rozsądku, a nie do prześcigania się z innymi, że w czymś jest lepsza, ma o pół czego więcej czy inne dziecięce przekomarzanki. Na te wszystkie popularne dzisiaj downsizingi, którym Mazda się opiera, stworzyła własny termin, rightsizing – by przy produkcji i eksploatacji auta pozostawić jak najmniejszy ślad węglowy.

Więc MX-30 ma kompaktowy zestaw akumulatorów o pojemności 35,5 kWh dające moc 145 KM. W 2019 roku Mazda zleciła rzetelne badania na 12 najważniejszych europejskich rynkach z których wynika, że przeciętny mieszkaniec aglomeracji i okolicznych miejscowości przejeżdża dziennie 48 km. Więc z premedytacją stworzyła auto, które ma być tym do codziennych potrzeb i raczej tym drugim w rodzinie. Ma zasięg około 200 km po pełnym naładowaniu, zatem z nawiązką wystarczy nawet na kilka dni. A mniejsze baterie to lżejsze auto, mniej zanieczyszczenia środowiska przy ich wyprodukowaniu i przyszłościowym recyklingu. A zapewniają i tak satysfakcjonujące osiągi (9,7 s do setki), ale prędkość do wystarczających 140 km/h.

Jeżdżąc normalnym tempem zużywaliśmy średnio 15–17 kWh prądu na każde 100 km. I teraz wszyscy zadali sobie pytanie: to opłaca się czy się nie opłaca?

Odpowiedź będzie dalej i każdy sam sobie ją skalkuluje. Otóż koszta zależą od tego gdzie będziemy ładować auto. W darmowej publicznej? Jeździmy bezkosztowo. W domu? Zależy czy ładujemy bezpośrednio z gniazdka czy poprzez szybkie ładowarki (przy pierwszych zamówieniach Mazda sprzedawała je za symboliczną złotówkę), które możemy sobie zamontować w garażu czy przy domu (do pełna ładuje w 5 godz.). Dalej: jaką mamy taryfę? Tę tanią od godz. 22? Auto możemy podpiąć już wcześniej, a zaprogramować, by ładowało się tańszym prądem. Tak przy okazji – można ściągnąć przydaną aplikację i w smartfonie podglądać zasięg, stan naładowania baterii, ile jeszcze będzie się ładować, a nawet zdalnie włączyć ogrzewanie lub schładzanie kabiny.

A przeliczając już jazdę na złotówki – wyjdzie 6–7 zł na 100 km. Ale jak już skrupulatnie podchodzimy to uwzględnijmy, że „elektryk” nie ma do wymiany olejów, filtrów, sprzęgieł, alternatorów, turbosprężarek, rozrządów i innych kosztownych podzespołów. I nie płacimy za parkowanie w miastach (ma specjalne zielone rejestracje). Wiele naczytaliśmy się już o dopłatach do „elektryków” i zawiłych procedurach, które trzeba przejść, by dostać rządową dotację. Mazda wzięła sprawy w swoje ręce i do każdej dokupionej MX-30-ki daje od siebie dopłatę w wysokości tej rządowej – 18 750 zł.

Elektryczna Mazda, jak i inne elektryki, to z pewnością auto dla tych, którzy chcą świadomie zmienić coś w swoim życiu, ale przede wszystkim mają możliwość ładowania auta i drugi samochód na długie wyjazdy. Przyjemność przemieszczania się MX-30 w codziennych sprawach jest pierwszorzędna. Jakość prowadzenia, wybierania nierówności, precyzji i obsługi to pochodne japońskiej tradycji Jinba Ittai – poczucia jedności jeźdźca z koniem. 

Czasy szybko się zmieniają, a pewne wartości są stałe. 

 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Na zdjęciach: Mazda MX-30, cena od 142 900 zł (minus 18 750 zł dotacji)

Auto Idea
Olsztyn, ul. Towarowa 11
mazda-olsztyn-autoidea.pl
fb/AutoIdea.Mazda