Ponoć człowiek zmienia się co siedem lat. Ale która kobieta ma cierpliwość, aby tyle czekać! Totalna metamorfoza jest jak ponowne narodziny – wnosi powiew świeżości, inspiruje do nowych działań, nadaje życiu smak. Dlatego w tym sezonie i mnie dręczy pokusa, aby zaszaleć i Nowy Rok zaskoczyć efektem „Wow!”.

W salonie Salsa na wejściu wita mnie wyłaniająca się zza recepcji Patrycja, której zdradzam moje jedno życzenie – na Sylwestra chcę wyglądać jak milion dolarów. Po jej minie czuję, że trafiłam w dobre ręce. Zanim wypiję pyszną kawę z ekspresu w mini lobby, właścicielka salonu Aneta przedstawia mi zespół specjalistów, którzy będą pracować nad moim nowym „lookiem”.

Kosmetolog Sandra zajmie się nawilżeniem mojej twarzy, dłońmi i stopami, konsultant Cezary zafunduje zabiegi pielęgnacyjne na włosy oraz zaproponuje cięcie, stylistki Kasia z Izą dobiorą kolor, wizażystka i koordynator Patrycja zrobi make up i dopilnuje terminu, zaś fryzjer-stylista Aneta – szkolona przez światowych mistrzów fryzjerstwa – upnie włosy tak oszałamiająco, że będę do niej wracać przy każdej okazji.

Trzy miesiące to doskonały czas na prawdziwą i głęboką zmianę. Na początek wybieram kosmetyki – zależy mi wyłączne na naturalnych, wegańskich. Marka L’Oréal ma ich całą gamę. Zaczynamy od poprawy kondycji skóry oraz serii zabiegów na włosy. Długim włosom też trzeba nadać kształt, a moje – idealnie ostrzyżone – świetnie się kręcą. Równolegle decyduję się na makijaż permanentny – chcę mieć wreszcie ciemne regularne brwi i ładną oprawę oczu, aby w noworoczny poranek wyglądać równie pięknie jak w sylwestrową noc. Co dalej?

W tym sezonie modny będzie czad kolorystyczny – popiele, róże i fiolety, ale ja – wierna naturalnemu brązowi – za namową Izy decyduję się na delikatne konturowanie odcieniami bakłażanu. Okazuje się, że kolorem włosów można sobie zmienić owal twarzy. Wreszcie moja okrągła twarz nabierze szlachetności.

Jeszcze rzęsy. Zamiast doklejać sztuczne, wybieram hit na rynku – zabieg odżywiający i trwale je podkręcający.

Salsa w niczym nie przypomina ciasnych salonów, gdzie panuje rwetes, huk suszarek i gwar z targowiska. Tu jest przestrzeń. Poza recepcją i lobby znajduje się również gabinet kosmetyczny i strefa SPA dla tych, którzy wolą intymność. Wydzielono też strefę barbera, więc chętny na metamorfozę mężczyzna też może w trzy miesiące osiągnąć wymarzony kształt brody oraz dobrą fryzurę – tym w Salsie zajmuje się Artur i Cezary.

Ostatni miesiąc to czas na manicure i pedicure, wybór makijażu i fryzury. W tym sezonie obowiązują pięknie wypielęgnowane włosy, idealnie dobrany kolor i upięcia, dlatego postanawiam przedłużyć włosy. Stylistka Aneta proponuje przedłużenie włosów dzięki dyskretnym zgrzewom, które nie obciążają ich, a uzyskujemy oszałamiający efekt.

Co do paznokci, na pewno zafunduję sobie hybrydy, bo choć w Salsie czuję się jak królowa, na co dzień muszę mieć paznokcie odporne na prace domowe.

Mówią, że zmiana wymaga wysiłku. Ja musiałam podjąć jeden – wejść przez drzwi pod numerem 4 na Mrongowiusza.

„Jesteś tego warta” – od lat w każdej reklamie przekonuje nas marka L’Oréal. Nie było innego wyjścia. Dałam się przekonać.

Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję
Obraz: Jarek Poliwko

Salon Fryzur Salsa
Olsztyn, ul. Mrongowiusza 4
tel. +48 695 840 803
e-mail: salsa@salsa.olsztyn.pl

fb/Salon.Fryzur.Salsa.Olsztyn