Dzień dobry

I znów nie chce nam się wyjeżdżać w wakacje z Warmii i Mazur. Tym bardziej, im więcej każdego dnia spotykamy zadowolonych turystów. Przyjechali wypocząć tu, gdzie my pracujemy i mieszkamy na co dzień. Widzimy ich w tych samych miejscach, które my traktujemy jako punkty naszych służbowych spotkań: kawiarnia przy plaży, ławka przy zakolu Łyny, lody na starówce. Letniego popołudnia odwiedzili nas znajomi z Warszawy. Spuentowali ten stan błogiego zawieszenia krótko: teraz zrozumieliśmy to życie w duchu slow, o którym piszecie.

A czegóż oni jeszcze nie posmakowali… Na pewno Warmii na prowincji i Mazur na wodzie. Nie zaszyli się w siedlisku po starym chlewie czy stodole. Zresztą, w nich i tak nie byłoby wolnych miejsc. I też nie spali pod pokładem na jeziorze w którejś z marin. Sielanka? Pewnie, że sielanka!

Ale i w tej sielance trapi nas czasem zatroskane myślenie o przyszłości regionu: czy jego wizja mądrze będzie kreowana, by zwyczajnie nie spaprać potencjału i nie zawieść apetytów na to chillowanie okrągłym rokiem. By tak balansować turystyką i biznesem, żeby nie popaść w przaśne deptaki owiane smakiem taniego keczupu z przyczepy z hot-dogami. Dlatego też na wakacyjną rozmowę o regionie zaprosiliśmy postać numer jeden – marszałka. Jeśli kreślone przez niego scenariusze przenikną w przyszłości do naszego codziennego funkcjonowania i rozkwitnie tu biznes dla młodego pokolenia, flaga Warmii i Mazur będzie powiewać w Europie z tak wypiętą klatą do przodu, jak nigdy przedtem.

Mieszkamy w Olsztynie, w tygodniu byliśmy w Giżycku i Rucianem. Wcześniej w Pieckach i Mikołajkach. Odwiedziliśmy urokliwe Gałkowo, magiczny Sztynort i sportowe Stare Jabłonki. Na wywiad z Konradem Bukowieckim pojechaliśmy do Szczytna. Z marszałkiem rozmawialiśmy w Ostródzie. 

Sami już się gubimy, gdzie jest najlepiej. Tym bardziej, że po wywiadzie pływaliśmy houseboatem. Apartamentowiec na wodzie zrobił niemałą sensację przy nabrzeżu jeziora Drwęckiego. Sondujemy, że to będzie nowy rodzaj wczasowania po jeziorach i kanałach – turystyka po naszych akwenach niczym krążenie z przyczepą kempingową wokół nich.

I wiecie co w tym wszystkim jest najważniejsze? Znaleźć taki balans zawodowy, by zwyczajnie mieć kiedy pocieszyć się tym. Choć nam jeszcze nie tak dawno świtał szalony pomysł, by redakcja wprowadziła się do zacumowanej na jeziorze barki. Myślicie, że byłoby to już przegięciem?

Podziękowania dla firmy Euro Float za relaks na houseboacie.

Obraz: Kuba Chmielewski