Dzień dobry

Dzień dobry

Repertuar nazwisk ludzi filmu, który pojawił się w tym numerze, uświadomił nam, że Warmia i Mazury kochają się ze światem kina z wzajemnością. Zresztą o tę miłość na Warmii i Mazurach nigdy nie było szczególnie trudno. Jak wyznał nam niedawno w wywiadzie Juliusz Machulski: „nie tylko urodziłem się w Olsztynie, ale najprawdopodobniej zostałem poczęty tu podczas wędrówki kajakowej rodziców”.

Teraz gościmy inną ikonę polskiego filmu – reżysera Janusza Majewskiego. Jeśli ktoś na własnych 90. urodzinach tryska tak wysublimowanym dowcipem, a przy tym tak mądrze zdystansowany jest do otaczającej rzeczywistości, to tradycyjne „sto lat” wydaje się słabym żartem. Pisano o Majewskim: świat jego filmów cudownie stylowy; nikt tak pięknie nie potrafi wskrzeszać przeszłości; ostatni arbiter elegancji; znawca stylu życia.

Zmysłowe i czarujące kino Janusza Majewskiego ma też w sobie kawałek mazurskiego genu. 20 lat spędził w swoim domu na Mazurach Garbatych i przyznaje, że była to jego mała ojczyzna, albo – jak określił – rajska kraina.

Odsłaniamy szerokie kulisy kina. Olsztyński prozaik Włodzimierz Kowalewski stał się dzięki Majewskiemu scenarzystą. Połączyła ich powieść „Excentrycy”, którą wspólnie przenieśli na ekran. Wkrótce kolejne ich dzieło – „Jazz outsider” z historią 91-letniego perkusisty jazzowego grającego jeszcze z Komedą. Jak wyznał Kowalewski, facet ma takiego powera, że mógłby zastąpić i hardrockowego Van Halena.

Taką moc mają ludzie pasji. Majewski też podkreśla, że właśnie dzięki pasji człowiek czuje się szczęśliwym.

Ale przed ich wspólnym dokumentem, najpierw zaliczymy kino szykowane przez WAMA Film Festival. Ten ambitny i młody festiwal (jesteśmy prawie rówieśnikami, bo z magazynem dzieli go ledwie parę miesięcy) pełni ważną misję społeczną promując wartości, jakich potrzeba w środowisku wielokulturowym. A Warmia i Mazury takie są, nacechowane mniejszościami narodowymi i etnicznymi. Jak to celnie powiedziała nam w rozmowie Kinga Dębska, przewodnicząca tegorocznego jury, kino ma dawać ludziom nadzieję, zaś tegoroczne hasło festiwalu – „normalność”, to nic ponadto jak opowiedzenie widzowi historii, tyle że bez porównywania siebie.

A teraz przerzućcie kartki na koniec. Znów świat kina i to jego najprawdziwszych kulis, tam, gdzie film się montuje i właśnie nadaje mu kształtu – Marcin Kot Bastkowski w barwnych historyjkach. Uwierzyłby ktoś, że słynna statuetka Oscara dotarła do Olsztyna w zwykłej reklamówce?

Podziękowania dla dyrekcji olsztyńskiego kina Helios za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej.